Reklama
Reklama

Zamojszczyzna na starych pocztówkach i zdjęciach

Żeglarze powietrzni. Rocznica pierwszych lotów balonowych w Polsce

„Każda epoka ma swój modny rodzaj śmierci. W naszych czasach należy do dobrego tonu roztrzaskać sobie głowę, wypadając z automobilu, pędzącego z szybkością stu kilometrów na godzinę” – czytamy w artykule zamieszczonym w 1907 r. na łamach czasopisma „Świat”. „Nie trzeba być jednak prorokiem, aby powiedzieć, że ten sposób zyskiwania nieśmiertelności wkrótce stanie się przestarzałym. Następne pokolenia arystokracyi sportowej będzie ginęło prawdopodobnie wypadając z balonów”. Nie było to jednak nowe zmartwienie.

Pamiątka z ruinami i przydrożnym pieskiem

Na pierwszy rzut oka widać, że jest to tajna i bardzo skomplikowana operacja wojskowa. Na zdjęciu uwieczniono trzech niemieckich żołnierzy w pikielhaubach (czyli hełmach ze szpikulcami), którzy wdrapują się na pochyłe drzewo nad niewielką rzeką. Jeden z nich ma ponad 50 lat i jest trochę otyły, dlatego wdrapał się na drzewo tylko jedną nogą. W dłoniach ma jednak karabin. Dziarsko i czujnie patrzy w dal, gdzieś w prawo. Dwaj inni wojacy są już na drzewie. Jakby trochę trwożliwie obejmują je rękami i nogami...

Można sobie wyobrazić, że za chwilę owi żołnierze znikną nam z oczu, po prostu stopią się z tłem (w końcu niemiecka sztuka kamuflażu była zaawansowana). A gdy rzeką, po kilkunastu godzinach, nadciągną Francuzi w swoich łódkach lub kajakach, zaatakują ich bezlitośnie (jak myślę, po prostu wskoczą im na głowy). Na razie jednak tylko bacznie obserwują dal. Z podpisu pod zdjęciem dowiadujemy się, że żołnierze tkwią w „niebezpiecznym punkcie obserwacyjnym w strefie zalewowej rzeki Aisne”. Trudno ustalić dokładnie w jakim się ta scena odbywała miejscu, bo ta rzeka ma 282 km długości. Wiadomo jednak, że jest ona we Francji, łączy się z Marną oraz Kanałem Ardeńskim. Ze stempla pocztowego wynika także, że ów niemiecki punkt obserwacyjny istniał w 1916 r.

Trafiło do mnie wczoraj także kilkanaście innych, bardzo ciekawych kart pocztowych z czasów I wojny światowej (otrzymałem je od jednego z polskich kolekcjonerów). Na wszystkich widać niemieckich żołnierzy. Co robią? Prężą się w dwuszeregu przed jakąś generalską wizytacją, stoją przed kuchniami polowymi lub jedzą ze smakiem z wojskowych menażek na moście.

Na jednej z pocztówek żołnierz został namalowany. Stoi w lesie na nocnej warcie. Widzimy go tyłem. Przed nim migają gwiazdy, a w dali widać światła w domach jakiejś miejscowości. To poruszająca scena. Z innych kart pocztowych wynika jednak, że ta wojna nie miała charakteru nostalgicznego czy romantycznego.

Na jednej z nich widać zniszczone gospodarstwa. Nie napisano w jakiej miejscowości zrobiono to zdjęcie (był to zapewne tak powszechny widok, że nie musiano sobie tym zawracać głowy). Dlaczego jednak ruiny sfotografowano? Miała to być zapewne pamiątka. Na pierwszym planie zdjęcia widać bowiem dwóch żołnierzy z maleńkim pieskiem przydrożnym, który plącze się im przy nogach. Ludzie mają obojętne miny i nonszalanckie postawy. Zwierzę jednak jakby z niepokojem ogląda się do tyłu. Wygląda to tak, jakby tylko piesek przejmował się straszliwym efektem bombardowania, jakby tylko on rozumiał co się tutaj naprawdę dzieje...

Żywioł i bezsilność człowieka

„Dziecino Kochana. Posądzisz mnie zapewne, że z powodu wczoraj podanych okoliczności dziś do Chrzanowa nie przybyłem. Tak jednakowoż nie jest. Dzień poniedziałkowy cały przepędzam w obrębie mego domu, nigdzie na krok z niego nie wychodząc z zupełnie innych przyczyn słowa danego w czym wprowadzić nie mogłem”. Dlaczego tak się stało? Powody mogły być bardzo poważne.

Nie ulegaj kaprysowi zmysłów!

„Wielką i istotną cechą, i zaletą kobiety są miękkość, tkliwość, serdeczność, owo to, co określamy ogólnym mianem kobiecości” – pisał M. Zawadzki w swoim nieocenionym „Przewodniku zakochanych, czyli jak zdobyć szczęście w miłości i powodzenie u kobiet”. To ponad stustronicowe dziełko powstało w 1903 r. Autor opisywał w nim przeróżne sposoby na zdobycie przychylności płci niewieściej, zawarł garść ostrzeżeń przed pokusami związanymi z ich urodą i wdziękiem, przykłady rozmówek towarzyskich oraz m.in. wzory listów miłosnych. Dzięki takim wskazówkom można było łatwiej przebrnąć nie tylko przez „trudy” młodzieńczych miłości, ale także zdobyć serca nadobnych pań w wieku „balzakowskim” (czyli ok. 40 lat) oraz starszym. „Przewodnik zakochanych...” pokazuje także jak zmieniały się w ostatnim stuleciu obyczaje towarzyskie, gusta, a nawet moda.

Vive la Pologne!

„Nagle (...) wśród nieprzerwanych okrzyków zabrzmiały jakieś dźwięki jaśniejsze jeszcze, szczególnie radosne, z bliskiego serca, tak się wybijające, jak czasem przenikliwe dzwonki srebrne wśród mosiężnych. Czyżby nagle już Francuzi? – pytał retorycznie w swoich zapiskach Stanisław Stroński, w latach 1918-1919 członek Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. „Nie, to biały orzeł na czerwonym polu i czapki rogate: to Polacy”.

Fotka z cesarzem Wilhelmem II

Dostałem ostatnio kilkanaście zdjęć z początku XX wieku oraz z czasów I wojny światowej. Na jednym z nich widać cesarza Wilhelma II stojącego przed – jak czytamy w opisie - pruskim pułkiem huzarów (Leib-Garde-Husaren-Regiment). Ta formacja powstała w 1815 r. i niemiecki cesarz czasami dawał się portretować w jej paradnym mundurze (w takim ujęciu widać go na rysunku obok).

Przeklinam przymus, który kazał zabijać

„Jego jedyny” – taki napis znalazł się na zamieszczonej obok pocztówce z czasów I wojny światowej. Widzimy na niej niemieckiego żołnierza z obandażowaną głową. Był ranny, walczył o życie, ale ostatnią batalię przegrał. Na jego łóżku przysiadł mężczyzna, prawdopodobnie ojciec zmarłego (także w mundurze i z lekką łysiną). Obok widzimy także wojskowego kapelana stojącego ze spuszczoną głową i poważną miną.

Pamiętajmy o „dobrych wojakach”

Obok Zamojskiego Domu Kultury odbyła się w ostatnią niedzielę Giełda Kolekcjonerska. Jak co miesiąc spotkało się tam wielu miłośników starych książek, banknotów używanych w dawno nieistniejących państwach, pożółkłych papierzysk, zardzewiałych bagnetów, hełmów czy m.in. naftowych lamp.

Dziedzictwo niematerialne gminy Skierbieszów [ZDJĘCIA Z KONFERENCJI]

W niedzielę (7 października), odbyła się konferencja naukowa promująca dziedzictwo niematerialne gminy Skierbieszów. Podczas spotkania promowano album "Skarb znaleziony na strychu" ze zdjęciami wykonanymi podczas II wojny światowej" przez Teodozję i Wincentego Podolaków.

  • 2 komentarzy
  • Czytany: 1023 razy

"Skarb" wydany

O unikatowej kolekcji zdjęć Teodozji i Wincentego Podolaków pisaliśmy wielokrotnie. Ten uratowany cudem zbiór fotografii można oglądać w wydanym właśnie albumie "Skarb znaleziony na strychu" Bogdana Nowaka i Adama Gąsianowskiego. Promocja wydawnictwa odbędzie się w najbliższą niedzielę (7 października) w Skierbieszowie. Będzie połączona z konferencją naukową promującą dziedzictwo niematerialne gminy Skierbieszów.

  • 1 komentarz
  • Czytany: 1618 razy

Chłopaki z sąsiedztwa

Jedna z najciekawszych, najbardziej wzruszających historii I wojny światowej wydarzyła się w 1914 r. Według niektórych relacji, angielscy żołnierze zobaczyli w Wigilię „bożonarodzeniowe światła”. Błyszczały z daleka: na choinkach i stroikach w niemieckich okopach. Następnego dnia usłyszeli stamtąd gromkie wołanie „Wesołych świąt”. Życzenia posypały się wówczas w obie strony. Doszło wówczas do nieformalnego zawieszenia broni.

Ostatnie chwile lata

Na tych starych pocztówkach widać głównie kobiety z dziećmi. Niektóre z maluchów biegają po trotuarach, parkowych alejkach i drewnianych mostach, inne siedzą na kolanach mamek lub w archaicznych, pięknych wózkach. Kim te dzieciaki w przyszłości zostaną? Jakie będą ich losy np. za trzydzieści lat? Jeszcze w tej chwili nie wiadomo. Teraz zostały one „przyłapane” i utrwalone na zdjęciach podczas chwil spokoju przed wielką, światową burzą.

Urocze prababki SMS-ów

Coś bezpowrotnie tracimy. Piękne, szacowne karty pocztowe zostały ostatnio zastąpione przez internetowe „komunikatory”, SMS-y czy mejle. A przecież towarzyszyły nam one przez ponad sto lat! Oczywiście, są ludzie, którzy nadal ślą różne wieści za pomocą pocztówek, ale są już chyba uważani za tradycjonalistów, ludzi jakby nie przystających do najnowszych czasów (wśród nich jest autor tego tekstu).

Zagadkowa fotografia z Suchowoli

Na tym pięknym zdjęciu uwieczniono sześcioro młodych osób. Na pierwszy rzut oka widać, że byli ze sobą blisko, w dużej zażyłości (być może to rodzeństwo?). Są dobrze ubrani, eleganccy, poważni, jakby wręcz skupieni na czymś, co zostało poza fotograficznym atelier. Na odwrocie tej starej, przedwojennej fotografii ktoś skreślił ołówkiem napis „Suchowola”. Być może chodzi o miejscowość w gminie Adamów na Zamojszczyźnie (zdjęcie kupiliśmy na zamojskiej Giełdzie Kolekcjonerskiej). Niewykluczone jednak, że zostało wykonane np. w miasteczku Suchowala w powiecie sokólskim. Nic więcej o tym pożółkłym skrawku papieru nie wiadomo.

Unikatowe zdjęcia z czasów wojny

Te fotografie od dawna nie dają mi spokoju. Są piękne. Zostały wykonane podczas okupacji przez nieznanego, niemieckiego fotografa. Przyniósł on je do wywołania do zakładu Fotocentrala przy ul. Żeromskiego w Zamościu. Odbitki pozostały jednak w naszym mieście. Co na nich widać?

Subskrybuj to źródło RSS

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us