Reklama

Zamojszczyzna na starych pocztówkach i zdjęciach

„I ty, Brutusie, przeciwko mnie!”. O pewnej wybrakowanej monecie i niezwykle ciekawych czasach

Był 46 rok przed naszą erą. Rzemieślnicy dostali zlecenie wybicia całej serii srebrnych, błyszczących monet – denarów. Właściwie takie polecenie wydał im Titus Carisius, wysoki urzędnik monetarny, na polecenie jeszcze ważniejszych od niego ludzi. Potrzeba była paląca. Konieczne były bowiem sowite nagrody dla legionistów Juliusza Cezara, który dzięki nim odbywał w Rzymie kolejne triumfy. Miało to wszystko zatem znaczenie militarne (o legiony zawsze należało dbać, bo gdy tak nie było, spadła niejedna, cesarska głowa), polityczne i każde inne.

Wspomnienie sławnej bitwy pod Wiedniem. Walczyła w niej zamojska chorągiew husarii, a potem śpiewano o tym zwycięstwie pieśni

„Ciężka jazda nabierała rozpędu, a zbliżywszy się do nieprzyjaciela stopniowo przeszła w cwał i jak huragan ruszyła do boju. Za nią stoczyły się ze wzgórza chorągwie pancerne, lekka jazda, Austriacy i Niemcy. W ciągu 20 minut runęło na Turków 20 tys. jazdy, w tym 2,5 tys. husarzy. Nie widziała dotąd Europa w swych dziejach takiej szarży!” – pisał historyk Leszek Podhorecki. „Na nic nie zdał się ogień dział i muszkietów tureckich. Uderzenie było tak gwałtowne, że janczarzy i artylerzyści osmańscy zdołali oddać tylko jedną salwę. Po chwili jeźdźcy sprzymierzonych gwałtownie wpadli w szyki tureckie. Pędzący na przedzie husarze zderzyli się z sipahami tak straszliwie, że tylko dwudziestu skrzydlatych jeźdźców polskich zachowało nieskruszone kopie”. To przyniosło niezwykłe efekty. „Pod naporem gwałtownej szarży sojuszników szeregi tureckie prysnęły niczym bańka mydlana, a masy żołnierzy muzułmańskich w panice rzuciły się do ucieczki” – napisał w swojej książce Leszek Podhorecki..

Polska rozgromiona, oddana w niewolę barbarzyńcom. Rocznica brutalnej agresji ZSRR na nasz kraj

„Obywatele! Gdy armia nasza z bezprzykładnym męstwem zmaga się z przemocą wroga od pierwszego dnia wojny, aż po dzień dzisiejszy wytrzymując opór (…), nasz sąsiad wschodni najechał nasze ziemie, gwałcąc obowiązkowe umowy i odwieczne zasady moralności” - mówił w orędziu wygłoszonym 17 września 1939 r. prezydent Ignacy Mościcki. „Stanęliśmy tedy nie po raz pierwszy w naszych dziejach w obliczu nawałnicy zalewającej nasz kraj z zachodu i wschodu”.

Armata przeciwko piętnastu czołgom. Wojna obronna na Zamojszczyźnie

W pierwszej Bitwie pod Tomaszowem Lub. (17—20 września) dochodziło do wielu aktów odwagi i bohaterstwa. Tak pisał o tym w swoich wspomnieniach por. Zbigniew Rudziński, żołnierz Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej (relacja dotyczy walk z 18 września 1939 r.).„Podchodzi do mnie nieznany major, mówiąc, że czołgi nieprzyjaciela zajeżdżają od tyłu od kierunku wsi Pasieki (…). Zostawiam dwie armaty pod dowództwem podporucznika Nieboraka, sam z jedną armatą jadę w tył na zagrożony kierunek. Zorientowałem się, że ze wsi Pasieki rozwija się w kierunku traktu kompania czołgów nieprzyjacielskich około 15 sztuk”.
  • 1 komentarz
  • Czytany: 536 razy

Spotkanie z szogunem na pchlim targu. Monety, które mają wielką wartość, chociaż... kosztują zaledwie kilka lub kilkanaście złotych

Dawna kultura Japonii jest fascynująca, pobudza wyobraźnię. Z różnych powodów. Wielu z nas czytało przecież powieść Jamesa Clavella pt. Shogun (lub oglądało popularny kiedyś serial o tym tytule). Nie brakuje też miłośników dzieł (rysunków, drzeworytów i książek ilustrowanych) Hokusaia – czyli „starca opętanego malarstwem” - jednego z najwybitniejszych twórców kultury japońskiej, starych japońskich mieczy czy wręcz legendarnych samurajów. Okruchy dawnej, japońskiej kultury możemy znaleźć na… targach staroci i giełdach kolekcjonerskich, także tych w Zamościu.
  • 1 komentarz
  • Czytany: 636 razy

Cesarz z którego zdarto skórę. Najbardziej nieszczęśliwy władca w dziejach Imperium Rzymskiego i... zamojski Pchli Targ

Na to wydarzenie przybyły tłumy miłośników towarów z drugiej ręki. W Zamościu odbywał się dzisiaj (6 września) wielki Pchli Targ. Można było m.in. znaleźć kilka stoisk numizmatycznych (oraz znacznie więcej takich, gdzie oferowano również wiele innych, starych towarów), a na nich banknoty i monety z różnych czasów: polskie, rosyjskie, niemieckie, francuskie itd. Jednak nie tylko czasy nowożytne bywają na tym wydarzeniu reprezentowane. Wśród monet można – przy odrobinie szczęście i uważności - wyszperać np. takie, które powstały w dawnym, wspaniałym Imperium Rzymskim czy tajemniczym Bizancjum.

Rajd ku czci bohaterów. Wspomnienie o bitwie pod Panasówką. Na podstawie relacji zebranych w 1934 roku przez uczniów

„Obejmują nas perspektywy słupów telegraficznych i jak gdyby mijają nas z szybkością 25 kilometrów na godzinę. Śpiew wydobywający się z całej piersi uprzyjemnia nam wyborną jazdę, promienie słoneczne rozświetlają nasze twarze (...)” – czytamy w trzecim numerze czasopisma „Nasza myśl” z 1934 roku, wydawanym przez młodzież szkół średnich w Zamościu.

Przymusowe lądowanie „Mewy” we wrześniu 1939 roku. Co wydarzyło się na polach wsi Hubale Kolonia?

- To była połowa września 1939 roku. Na Zamojszczyźnie trwały walki z Niemcami. To wówczas na lotnisku w Mokrem miał lądować pewien polski samolot – opowiadała nam jakiś czas temu Paweł Frącek, miłośnik historii z Zamościa. - Pilot zorientował się jednak, że lotnisko jest już zajęte przez Niemców. Dlatego wylądował na pobliskich polach, a potem kołował do wsi Hubale Kolonia, jakieś cztery kilometry dalej. Tam maszyna została podpalona. Tak przynajmniej o tym w okolicy mówiono.

Zamojska cerkiew została zburzona. Taki los spotkał także inne świątynie

- Ludzie byli na łące, a cerkiew stała na pagórku. I nagle takie dudnienie. Patrzą, cerkiew rozwalają! I tak wszystkie ludzie z łąki tam pobiegli: Polaki i prawosławne... - opowiada jeden ze starszych mieszkańców Podlodowa w gm. Łaszczów. - No i tam jeden zżynał kopułę. I ta kopuła tak leciała, bez ten dach i z takim hukiem spadła. Ludzie się nazlatywali i tak klękali, modlili się, płakali i też źle życzyli (tym, którzy dokonywali rozbiórki).

Unikatowe zapiski. Wspomnienie nie tylko o Michale Bojarczuku

Mam przed sobą prawdziwy skarb! To około osiemset stron niepublikowanych wspomnień Michała Bojarczuka, wspaniałego kronikarza, regionalisty oraz zasłużonego, wieloletniego dyrektora I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Zamoyskiego w Zamościu. Opisuje w nich w piękny, wartki, czasami emocjonalny sposób lata okupacji w Zamościu i na Zamojszczyźnie.

Wspaniały „Szalony major”

„Wracaliśmy z ujeżdżalni w doskonałych jak zwykle humorach, kiedy przed dowództwem pułku zajechał samochód, z którego wysiadł młody, przystojny oficer” — wspominał mjr Ludwik Tarnasiewicz, żołnierz hrubieszowskiego 2 Pułku Strzelców Konnych. „Otoczyliśmy przybysza, poklepując i gratulując mu przydziału. Był w nieprzemakalnym płaszczu, nie wiedzieliśmy, że nosi dystynkcję majora i jest naszym przyszłym kwatermistrzem”.

Marijka z zamojskich kresów

Dziewczyna ma regularne rysy i pięknie upięte włosy. Na szyję założyła mnóstwo korali. Jest ich tak dużo, że wydaje się, iż ograniczają one swobodę jej ruchów. Ma na sobie także porządne buty, fartuszek i bluzkę w misterne wzory. Patrzy przed siebie, w stronę fotografa. Zapewne umarła młodo. Na jej nagrobku nie umieszczono jednak daty narodzin i śmierci.

O podróżach, historii, roztoczańskich pagórkach. I wspomnieniach Feliksa Dżygało ps. „Bruchalski”

Spotkanie odbyło się przy pięknym, starym i drewnianym domu należącym do Bożeny i Marcina Gańskich: w roztoczańskich klimatach i krajobrazach: na szczebrzeszyńskim przedmieściu – Szperówka. Przybyło na nie kilkadziesiąt osób. Ludzie siedzieli sobie na drewnianych ławach przy domu, w letniej altanie i w różnych miejscach uroczego podwórka. Uśmiechnięci, odprężeni. Rozmawiali o różnych sprawach, sączyli czerwone wino. Wysłuchano kilku wierszy napisanych przez Bożenę Gańską, a potem odbyło się spotkanie autorskie z podróżniczką Elżbietą Wichrowską-Janikowską. Prezentowano też jej interesujące książki.

"Dwadzieścia kilometrów pod Moskwą". Listy niemieckiego żołnierza do dziewczyny w III Rzeszy

To ciekawa korespondencja. Są to listy jakie słał z frontu wschodniego w 1941 i 1942 roku niemiecki żołnierz piechoty: Willi Brudermayer do swojej ukochanej: Margareth Westermann z Petershagen (Weser). Jeden z nich został wysłany 6 listopada 1941 roku. Trzymam go w ręku. Papier jest pożółkły, delikatny, ale jeszcze się jakoś trzyma. Antykwariat od którego list nabyłem przygotował opis tego dokumentu. Żołnierz omawia w liście Operację Tajfun – niemiecką ofensywę na Moskwę, która ruszyła 2 października 1941 roku. Jego batalion brał w niej bezpośredni udział.

"Bić się do ostatniej kropli krwi i zwyciężyć". Porytowe Wzgórze. Tam drzewa nadal szumią o bohaterskich partyzantach

„Słońce już wzeszło, na naszych stanowiskach panowała taka cisza, że słychać było brzęczenie komarów i much. Poranek wstał pogodny, wiatru nie było, a słońce z samego rana zaczęło prażyć las i piaszczyste Wzgórze Porytowe. W okolicznych wioskach słychać było warkot czołgów i samochodów oraz grubiańskie komendy hitlerowskie” – pisał Mikołaj Kunicki ps. Mucha w swoich wspomnieniach. „Oficerowie niemieccy zachęcali swoich żołnierzy tłumacząc im, że partyzanci nie mają czym strzelać, bo już parę dni toczą zacięte walki i amunicji mają bardzo mało, tak że koło godziny 9-10 będą sami oddawać się do niewoli, a Niemcy za kołnierze zaprowadzą ich do obozów koncentracyjnych. Jak widać, Niemcom przychodziły najrozmaitsze pomysły do głowy. My, partyzanci mieliśmy jedną myśl: bić się do ostatniej kropli krwi i zwyciężyć”.

„Hrubieszowskie stryjki konne chodzą często nieprzytomne”. A jednak w boju nie mieli sobie równych!

„Do Kamieńska (woj. łódzkie) oddział dostał się bez wypadków, Kamieńsk jak wymarły, trochę gruzu, ruin, pożary” — wspominał w 1940 r. anonimowy uczestnik „wypadu na Kamieńsk”, najsłynniejszej akcji strzelców konnych z Hrubieszowa (relacja została zamieszczona w jednym z konspiracyjnych wydawnictw). „Słychać głosy mowy niemieckiej, a więc są… rozmawiają ronty nocne (zapewne chodzi o straże). Jedna z grup podkrada się cicho… trochę szamotaniny, jęk, cisza… Podwórko, na nim czołgi, samochody, ciągniki, tabor zmotoryzowany — w głębi stodoła”.
Subskrybuj to źródło RSS

Narzędzia

Follow Us

Reklama

ezamosc.pl

Polecamy

Sekcje