Reklama

W śmierci chodzę jak w płaszczu. Opowieść o Zdzisławie Stroińskim

Rynek Starego Miasta w Warszawie podczas powstańczych walk. Sierpień 1944 rok. Rynek Starego Miasta w Warszawie podczas powstańczych walk. Sierpień 1944 rok.

Taka piekielna kanonada była czymś nowym. 16 sierpnia 1944 r Niemcy rozpoczęli ostrzał Starego Miasta pociskami największego kalibru, o średnicy 60 cm. Zniszczenie siały też ciężkie moździerze oraz miotacze min. burzyły one całe domy stolicy. Powstańcy warszawscy odpierali tego dnia także silne ataki nieprzyjaciela na ulicy Zakroczymskiej oraz m.in. na barykadach w okolicy placu Zamkowego. Polacy wykrwawiali się. Wśród poległych byli dwaj poeci-przyjaciele: związany z Zamojszczyzną Leon Zdzisław Stroiński i Tadeusz Gajcy.

Obaj zginęli w kamienicy wysadzonej przez Niemców przy ul. Przejazd. 4 sierpnia 1944 r. w pałacu Blanka podczas powstańczych walk poległ Krzysztof Kamil Baczyński. W wojennej Warszawie zginęli również inni młodzi poeci pokolenia Kolumbów: Juliusz Krzyżewski (zastrzelił go niemiecki snajper 26 sierpnia 1944 r.), Andrzej Trzebiński (zginął w egzekucji ulicznej 12 listopada 1943 r.) oraz Wacław Bojarski (został postrzelony przez niemieckiego policjanta, zmarł 5 czerwca 1943 r.).

To były niepowetowane straty nie tylko dla polskiej literatury.

PRZECZUCIE BRAKU MNIE
„Zarysy istot, którymi mógłbym być, ale już nie będę, milczą jak rozrzucone zabawki, opuszczone nagle przez dziecko. Śmierć jest ze mną i we mnie. Chodzę w niej jak w płaszczu za dużym na mnie (…)” — pisał Leon Zdzisław Stroiński jesienią 1943 r. w liryku pisanym prozą pt. „O śmierci”. „Nieprzeźroczysty zapach mydła i przestrzeni oblepił odejścia moich bliskich, gdy odrywali się od istnienia jak wielkie kawały tynku (…). Już przestałem rzucać się na kraty, drapię się tylko w głowę i chodzę w kółko”.

Wydaje się, że Leona Zdzisława Stroińskiego „ogarnęło” wówczas silne przeczucie śmierci. W wojennej rzeczywistości nie było ono chyba czymś wyjątkowym.

„Śmierć niewyraźna — o tam — mieni się w oczach, rozciąga i kurczy. Jako chmura ciemności toczy się po niebie spłaszczonym i niskim — potem uwysmuklona, nagle romantyczna heroina jest tą, która wdeptuje oczy końcami swych błyszczących, francuskich obcasów (…)” — pisał dalej w swoim liryku Stroiński. „Pęka z trzaskiem lustrzane przeczucie braku mnie (…)”.

Leon Zdzisław Stroiński urodził się 29 listopada 1921 r. w Warszawie. Gdy miał pięć lat, wraz z rodziną przeniósł się do Zwierzyńca, a potem do Zamościa. Jego ojciec Józef Stroiński był prawnikiem i objął wówczas intratną posadę radcy prawnego u ordynata Maurycego Zamoyskiego.

W latach 1934—1939 Leon Zdzisław uczył się w zamojskim gimnazjum, a potem w Liceum im. Jana Zamoyskiego. Już wtedy zaczął pisać wiersze. W 1936 r. wystartował w konkursie poetyckim zorganizowanym przez zamojskie Koło Bibliofilów (pod patronatem Bolesława Leśmiana). Za wiersz pt. „Kominy” otrzymał wówczas drugą nagrodę. Stroiński był także jednym z redaktorów szkolnej gazetki „Nasze jest jutro”.

Poeta mieszkał wraz z rodziną w wynajmowanym mieszkaniu przy ul. Kościuszki 6 w Zamościu (teraz ma ona numer 8). W 1939 r. zdał maturę. Związał się z konspiracją. Należał do podziemnej Służby Zwycięstwu Polski, a potem do Związki Walki Zbrojnej. W 1941 r. przeprowadził się do Warszawy. Tam mieszkała wówczas jego starsza siostra Jadwiga oraz jej mąż — Zenon Tarasiewicz, który działał w Armii Krajowej.

Młody poeta rozpoczął w Warszawie studia na tajnym Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz wstąpił do konspiracyjnej „podchorążówki”. Poznał też poetę Tadeusza Gajcego (urodził się 8 lutego 1922 r., był żołnierzem AK: używał pseudonimów Karol Topornicki, Ramon Oścień, Topór). Szybko zaprzyjaźnili się, a z czasem stali się niemal nierozłączni. Obaj pisywali do podziemnego pisma „Sztuka i Naród”. To wtedy Stroiński zaczął używać pseudonimu „Marek Chmura”.

W ŻYŁACH KRWI JUŻ NIE STARCZY
„Ktokolwiek zetknął się ze Zdzisławem Stroińskim, urzeczony był jego subtelnością i wdziękiem, a także sposobem bycia, świadczącym o dużej kulturze wewnętrznej (…)” — pisał Lesław Marian Bartelski, krytyk literacki i publicysta. „Przystojny, wysoki blondyn o włosach rzedniejących, zawsze zmierzwionych i marzycielskich oczach krótkowidza, nie przykładał większej wagi do ubioru. Znany był z tego, że nosił koszule z kołnierzykiem wykładanym a la Słowacki”.

Na pewno była to nietuzinkowa osobowość. Spotkanie ze Stroińskim zawsze pozostawiało w ludziach niezatarte wrażenie. Dlaczego? „Był jakby z teatru nierzeczywistego, potwierdzając całą swą osobowością pseudonim, jaki przybrał” — zauważył Bartelski.

W maju 1943 r. poeci z kręgu „Sztuki i Narodu” postanowili złożyć wieniec pod warszawskim pomnikiem Mikołaja Kopernika. W ten sposób zamierzali uczcić 400 rocznicę śmierci wybitnego astronoma. Ta demonstracja miała udowodnić, że „Kopernik nie był Niemcem” (taką tezę lansowała niemiecka propaganda).

Pod pomnik wybrali się Gajcy, Stroiński oraz Wacław Bojarski ps. Czarnota, jeszcze jeden młody, utalentowany poeta (w epitafium pt. „Pieśń Ostatnia” pisał: „Leżysz śmiercią zwalony na ziemię/ w piersiach tchu, w żyłach krwi już nie starczy/ (…) tak nas mało wciąż w młodych szeregu…"). Natknęli się jednak na niemiecki patrol i musieli uciekać. Bojarski został trafiony kulą w brzuch (zmarł w szpitalu), a Stroińskiego aresztowano. Jedynie Gajcy zdołał uciec.

Stroiński trafił do ponurego, gestapowskiego więzienia przy al. Szucha. Potem przewieziono go na Pawiak, gdzie znalazł się w „celi śmierci” (byli tam ludzie, którzy mieli być straceni). Nie przyznał się do działalności w podziemiu. Nikogo też nie wydał. W końcu Komendzie Głównej AK udało się go z więzienia wyciągnąć (pomógł w tym podobno Zenon Tarasiewicz, który był już wówczas w polskim podziemiu oficerem). „Marek Chmura” musiał jednak na jakiś czas wyjechać z Warszawy. Zamieszkał w Zwierzyńcu, w jednym z domów przy Placu Sokolskim.

Znowu chwycił za pióro. Prawdopodobnie to w tym czasie stworzył m.in. przejmujący cykl liryków pt. „Okno”. Został on wydany w październiku 1943 r., gdy Stroiński ponownie znalazł się w stolicy (potem jednak wrócił na Zamojszczyznę). Nie tylko mieszkańcy Zwierzyńca z łatwością zrozumieją zawarte w tym utworze porównania.

„Przez osiemdziesiąt lat, które minęły od roku sześćdziesiątego trzeciego, kości zasadzone po wykrotach wyrosły na piękne szumiące drzewa. Są tak proste, że można z nich robić trumny i śmigła” — pisał Stroiński w liryku numer 6. „Okrągła jest Ojczyzna (…). I tylko strzępy jej trzeba zbierać z szerokich oczu ludzi odchodzących na śmierć łatwą jak obiad”.

MITYCZNE MIASTO
Poeta nadal współpracował z AK. W Zwierzyńcu urządził laboratorium. Wyrabiał w nim fałszywe dokumenty dla członków polskiego podziemia. W lipcu 1944 r. Marek Chmura znowu znalazł się w Warszawie. Wybrał się tam na piechotę, bo pociągi już w tym czasie nie kursowały. W Warszawie zgłosił się do sztabu AK i — jak pisał Roman Bratny — „zameldował gotowość do walki”. Znowu los związał go z Gajcym.

Obaj poeci znaleźli się w Dywizjonie Motorowym dowodzonym przez ppor. Jerzego Bondarowskiego ps. „Ryszard”. Wystarali się tam o przeniesienie do grupy szturmowej. 16 sierpnia 1944 r. znaleźli się wraz z nią na posterunku w kamienicy przy ul. Przejazd 1/3. Niemcy podkopali się wówczas pod ten budynek i wysadzili minę. Doszło do potężnego wybuchu. Obaj poeci, wraz z innymi powstańcami, zginęli pod gruzami kamienicy. Ciało Stroińskiego znaleziono dopiero w 1947 r. podczas odgruzowywania Muranowa. Został pochowany na cmentarzu wojennym na warszawskich Powązkach, w tzw. kwaterze zgrupowania „Chrobry I”.

Po Stroińskim pozostały kilkadziesiąt wierszy oraz liryków prozą. To niezwykłe wizyjno-metaforyczne obrazy. Część z nich nawiązuje do losów polskiej stolicy.

„Warszawa była od zarania polskiej literatury miejscem poezjotwórczym” — zauważył Jan Marx, krytyk i eseista. „Genius loci (duch opiekuńczy lub demon władający lub opiekujący się jakimś miejscem) tego miasta musiał szczególnie silnie oddziaływać na wyobraźnię poetów czasu wojny, zwłaszcza, że — jak w przypadku Baczyńskiego, Gajcego, Bojarskiego, Stroińskiego — było to ich rodzone miasto, które na ich oczach stawało się miastem mitycznym, generującym postawy heroiczne”.

Miron Białoszewski nazwał Stroińskiego „Mickiewiczem spalonego pokolenia”. W zamojskiej kamienicy przy ul. Kościuszki 8 znajduje się poświęcona mu tablica pamiątkowa (jest na niej napisane m.in., że poeta mieszkał w tym budynku w latach 1926—1939). Stroiński pojawia się także w wojennej poezji Gajcego. W wierszu pt. Przyjacielowi w drodze (utwór został poświęcony Markowi Chmurze) m.in. czytamy: „I nas splecionych jak uściskiem/ spojrzeniem mocnym — niesie wiernie/ przez trudny dzień oporne słowo/ gdzie sen otacza jak ramieniem/ i bezimienna ziemia lekka/ wydaje kwiat spryskany sercem”.

Ten wiersz także brzmi dzisiaj jak epitafium nieodżałowanych poetów-powstańców (tekst jest fragmentem trzeciego wydania książki Bogdana Nowaka pt. „Wizjoner na strychu”. Publikacja dostępna jest w zamojskich księgarniach).

Zdzisław Stroiński

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us