O podróżach, historii, roztoczańskich pagórkach. I wspomnieniach Feliksa Dżygało ps. „Bruchalski”
- Napisane przez Bogdan Nowak
- Skomentuj jako pierwszy!
- Czytany 338 razy
- Wydrukuj
foto: Bogan Nowak
O Tybecie, Himalajach i Roztoczu
Autorka opowiadała o swoich podróżach, Tybecie, Himalajach, rozległych krajobrazach i odległych kulturach. Odbył się także zorganizowany na szybko kurs tańca. Nie tylko. Podczas spotkania rozmawiano o malarstwie, poezji, ale też historii. Ku mojemu zaskoczeniu Zofia Sawecka, wieloletnia dziennikarka m.in. Dziennika Wschodniego (pracowaliśmy razem w tej redakcji kilka lat) oraz malarka i animatorka kultury przywiozła na spotkanie moje „Państwo Zamojskie”. Opowiadała o tej książce. Ale było jeszcze coś! Zosia dowiedziała się, iż piszę książkę pt. „Werwolf ‘43. Trzecia fala wysiedleń Zamojszczyzny” (książka powstanie dzięki nieocenionej pomocy Archiwum Państwowego w Zamościu oraz Książnicy Zamojskiej). Dlatego ofiarowała mi niesamowite wspomnienia spisane przez Feliksa Dżygało ps. „Bruchalski”.
Kim był ten człowiek? Sam przedstawił się tak: „Dowódca I plutonu konnego zwiadu, dowódca grupy operacyjnej, po śmierci „Szczerby” zastępca dowódcy baonu, I Batalionu oddziałów hrubieszowskich Batalionów Chłopskich „Rysia”, obwód piąty (Hrubieszów), Podokręg IV b – Południe, Okręg IV BCH (Lublin), żołnierz września 1939 roku, funkcjonariusz MO”. Jego bezcenna relacja została spisana w pożółkłym już maszynopisie. Całość liczy blisko sto stron!
Jak ten materiał trafił do Zosi? Opowiadała, że gdy jeszcze pracowała w Dzienniku Wschodnim, przygotowywała jeden z artykułów interwencyjnych. Doszło wówczas do spotkania z Feliksem Dżygało, który przekazał jej ów maszynopis. Potem Zosia miała różne, zawodowe zawirowania (jak zresztą wszyscy dziennikarze byłego, zamojskiego oddziału Dziennika Wschodniego).
Wspomnienia zostały w redakcji, a następnie zabrała je w okolice Warszawy, gdzie obecnie mieszka.
Bezcenny maszynopis
- Pan Feliks Dżygało chciał, żeby jego opowieść dotarła do szerszego grona czytelników. Liczył na to. Tak się jednak złożyło, że przez wiele lat maszynopis przeleżał niewykorzystany. Wspomnienia nie były dotąd publikowane, a pan Feliks już nie żyje (zmarł 30 maja 1999 roku w wieku 86 lat – przyp. red.) – opowiadała Zofia Sawecka. - Przekazuję maszynopis tobie. Na pewno będziesz wiedział jak go wykorzystać.
Wspomnienia są bardzo ciekawe, rzeczowe, napisane wartkim językiem (co dla mnie szczególnie ważne, znajduje się tam m.in. relacja z bitwy pod Osuchami). Pokazałem ów maszynopis uczestnikom spotkania. Jeden z ze starszych mężczyzn go dokładnie przejrzał, a potem długo rozmawialiśmy o historii Zamojszczyzny, mając w tle urokliwe, pofałdowane krajobrazy Roztocza.
Co dalej? Na pewno wspomnienia Feliksa Dżygały wykorzystam – obszernie cytując w książce na temat operacji „Werwolf...” (oraz tego jakie były jej konsekwencje). Być może uda się je kiedyś wydać w całości: w formie książkowej, bo są bardzo cenne, ciekawe, ważne, że na to zasługują. Wcześniej jednak trzeba będzie skontaktować się z rodziną Feliksa Dżygały i tymi, którzy autora wspomnień pamiętają (na pewno należy nakreślić szersze tło opisywanych, wojennych wydarzeń).
Pokazałem także ów maszynopis Jakubowu Żygawskiemu, dyrektorowi Archiwum Państwowego w Zamościu, bo jak sądzę jest to obecnie najlepsza instytucja, do której z taką (bardzo ważną!) sprawą powinienem się udać. On także docenił jego zawartość. Zatem spotkanie w Szperówce było bardzo udane pod wieloma względami. A trwało kilka godzin. Zofia Sawecka opowiadała również o książkach i wierszach Leszka Wójtowicza, także naszego redakcyjnego, utalentowanego kolegi "z czasów Dziennika Wschodniego”. Wiele mówiono też o malarstwie i malarskich inspiracjach.
Umówiliśmy się w Szperówce w przyszłym roku. Jeśli powstaną książki „Werwolf ‘43” oraz „Zmieniła mnie piłka nożna” (piszę ją właśnie wraz z Tomaszem Tomczewskim), to obiecałem, iż o nich opowiem (lub opowiemy).