Reklama

"Dwadzieścia kilometrów pod Moskwą". Listy niemieckiego żołnierza do dziewczyny w III Rzeszy

Zdjęcie listiu ze zbiorów Bogdana Nowaka Zdjęcie listiu ze zbiorów Bogdana Nowaka
To ciekawa korespondencja. Są to listy jakie słał z frontu wschodniego w 1941 i 1942 roku niemiecki żołnierz piechoty: Willi Brudermayer do swojej ukochanej: Margareth Westermann z Petershagen (Weser). Jeden z nich został wysłany 6 listopada 1941 roku. Trzymam go w ręku. Papier jest pożółkły, delikatny, ale jeszcze się jakoś trzyma. Antykwariat od którego list nabyłem przygotował opis tego dokumentu. Żołnierz omawia w liście Operację Tajfun – niemiecką ofensywę na Moskwę, która ruszyła 2 października 1941 roku. Jego batalion brał w niej bezpośredni udział.

Rosyjski mróz

Żołnierz wspomina o swoim przyjacielu Heinim: 25-latku który zginął na froncie. Pisze też o załamaniu pogody, nagłym obfitym śniegu. Dalej dziękuje za przesłaną pocztę ze zdjęciem, życzy zdrowia i rychłego spotkania. W innym liście żołnierz informuje o tym, że jego oddział „podchodził” zaledwie „na 20 kilometrów pod Moskwę”. Opowiada też o niemieckich kompanach.

Skarży się jednak na potworny, rosyjski mróz oraz wszechobecne robactwo w wiejskich kwaterach. Tęskni także za domem oraz dziękuje za gratulacje z okazji awansu. Zaznacza jednak, iż po wojnie nie planuje wiązać przyszłości z armią. Wspomina też o bracie, który również walczy w Rosji.

Kilkanaście innych jego listów także jest bardzo interesujących. Jeden z nich został wysyłany ze Szpitala Rezerwowego w Raciborzu, gdzie Willi przechodził długą i bolesną rehabilitację po ciężkim zranieniu i amputacji nogi. W treści mowa o protezie i ponownej nauce chodzenia.

Autor relacjonuje swoje pierwsze kroki po operacji oraz moment otrzymania protezy pod koniec października 1942 roku. Interesujące są również opisy życia towarzyskiego rannych żołnierzy na Górnym Śląsku, w tym wielkie wiejskie biesiady organizowane przy granicy z Protektoratem Czech i Moraw.

Nie brakuje też osobistych wyznań miłosnych, w których „bezsenność Williego przeplata się z wściekłością na bezduszność wojskowych biurokratów odrzucających jego wnioski o przeniesienie bliżej domu: z powodu alianckich nalotów”. Znalazł się tam także kolejny opis dramatycznych wspomnień z frontu wschodniego, relacje z wojennych seansów kinowych oraz... codzienne anegdoty, takie jak „ludowe ostrzeżenie przed śmiertelnym popijaniem rabarbaru wodą” czy opisy letniej podróży Margareth na bałtycką wyspę Rugia.

Ze swastyką na sztandarze

Tekst listów został częściowo przetłumaczony przez pracownika antykwariatu. Sam zacząłem także przekładać je na język polski, ale jest to bardzo trudne w przypadku pisma odręcznego, pisanego „gotykiem” (kurrenta). Radzę sobie z tym słabo, ale jest szansa, iż pomoże mi w tym Wojciech Olszewski, mój przyjaciel, który dobrze zna język niemiecki. Już zresztą takie wsparcie zadeklarował.

Co ciekawe, wśród listów zaplątała się także odpowiedź od Margareth! Kobieta dzieli się z żołnierzem wielką radością. Dlaczego? „Dokładnie tego dnia” otrzymała list od Williego (czyli 1 grudnia 1941 roku). Opisuje też pocztę którą otrzymała od brata, wspomina o podobieństwie losów jej brata i Williego, posyła mu życzenia świąteczne, opisuje zimę w Niemczech oraz plany na święta i nowy rok.

I jest jeszcze coś, co także mnie zelektryzowało. Autorka pisze bowiem: „Obecnie dają nam się tu we znaki również rosyjscy jeńcy wojenni z obozu...” (Augenblicklich machen uns hier auch russische Kriegsgefangene aus einem Lager...). Wskazuje więc na to, że w okolicach Petershagen/Minden przymusowi robotnicy z ZSRR (albo żołnierze) byli wtedy wykorzystywani do prac polowych lub przemysłowych.

To bardzo interesujące świadectwo. Listy były (i nadal są) rozproszone i przeznaczone do sprzedaży w pakietach lub pojedynczo. Także dlatego postanowiłem je wszystkie jakiś czas temu kupić (żeby ich nie rozpraszać). Mam ich teraz w zbiorach kilkanaście. I ciągle namierzam kolejne! Dziesięć kolejnych właśnie nabyłem podczas aukcji internetowych (ale jeszcze do mnie nie dotarły).

Gromadzę je, bo to także bardzo ciekawa, fascynująca historia opowiadana z „pierwszej ręki”. Ważny jest również jej wymiar osobisty - cały czas pamiętając jednak o tym w jakiej to armii żołnierz służył, o jaką sprawę walczył, jakich okrucieństw dopuścili się wojacy ze swastykami na sztandarach na Zamojszczyźnie, w całej Polsce oraz w innych krajach – w tym ZSRR.

Diabły w niemieckich mundurach

Wraz z Archiwum Państwowym w Zamościu oraz Książnicą Zamojską przygotowujemy się do wydania (ale wcześniej napisania i przygotowania) książki pt. „Werwolf ‘43. Trzecia fala wysiedleń Zamojszczyzny”. Była to akcja bezprecedensowa, niezwykle okrutna. Zamordowano w tym czasie ponad 1 tys. osób. Wielu zostało rozstrzelanych w czasie kolejnych pacyfikacji oraz na zamojskiej Rotundzie.

Ponadto z domów wygnano mieszkańców 171 wiosek z naszego regionu. Taki los spotkał w sumie kilkadziesiąt tysięcy osób! Ci ludzie trafiali m.in. do obozów w Zamościu i Zwierzyńcu, a stamtąd do obozów koncentracyjnych, na roboty przymusowe do III Rzeszy lub m.in. do tzw. wsi rentowych na terenie Generalnego Gubernatorstwa.

Operację nadzorował Odilo Globocnik, wysoki, nazistowski dygnitarz, dowódca SS i policji w ówczesnym dystrykcie lubelski. Ale przecież nie działał sam! W naszej publikacji zostaną „przedstawione” niemieckie i ukraińskie jednostki wojskowe oraz policyjne uczestniczące w wysiedleniach i pacyfikacjach. Czyli sprawcy zbrodni.

Czy to były potwory, orkowie, diabły w niemieckich mundurach? Gdyby tak było, może łatwiej byłoby o tych okropnościach pisać, mówić.

Tymi „trybikami” wielkiej, ponurej machiny byli jednak bardzo często tzw. zwykli chłopcy” (którzy jakoś zbyt łatwo zamienili się w zbrodniarzy), którzy wieczorami tęsknili do pozostawionych w Niemczech dziewczyn, matek, świąt z „tradycyjną choinką”, łakoci. Myśleli o nauce, pracy po wojnie, potańcówkach. Wgląd w nieznaną szerzej korespondencję jednego z takich żołnierzy może dać jakiś obraz mentalność takiego „trybiku” oraz wgląd w jego motywację i intencje.

Być może odpowiednio opracowane listy Willego włączę do książki (jako np. jeden z rozdziałów lub jego części). Jest szansa, że dzięki takiemu zestawieniu wyraźniej zobaczymy np. jak działają straszliwe, bezlitosne mechanizmy totalitarnych systemów.

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Narzędzia

Follow Us

Reklama

ezamosc.pl

Polecamy

Sekcje