Reklama

„Hrubieszowskie stryjki konne chodzą często nieprzytomne”. A jednak w boju nie mieli sobie równych!

2 Pułk Strzelców Konnych fot. ze zbiorów Archiwum Państwowego w Zamościu 2 Pułk Strzelców Konnych fot. ze zbiorów Archiwum Państwowego w Zamościu
„Do Kamieńska (woj. łódzkie) oddział dostał się bez wypadków, Kamieńsk jak wymarły, trochę gruzu, ruin, pożary” — wspominał w 1940 r. anonimowy uczestnik „wypadu na Kamieńsk”, najsłynniejszej akcji strzelców konnych z Hrubieszowa (relacja została zamieszczona w jednym z konspiracyjnych wydawnictw). „Słychać głosy mowy niemieckiej, a więc są… rozmawiają ronty nocne (zapewne chodzi o straże). Jedna z grup podkrada się cicho… trochę szamotaniny, jęk, cisza… Podwórko, na nim czołgi, samochody, ciągniki, tabor zmotoryzowany — w głębi stodoła”.

Strzelcy nie mogli takiej okazji zmarnować. Śpiący Niemcy wydawali się bezbronni… „Jedna grupa zostaje przy sprzęcie, druga skrada się do stodoły, wyjścia zostają obsadzone. Jeden z dowódców grup rzuca granat do stodoły, błysk, huk, stodoła staje w płomieniach” — czytamy dalej w relacji. „Ze stodoły zaczynają wyskakiwać rozespani żołnierze niemieccy, którzy wpadają na ostrza bagnetów”.

Ślepych automatów nie chcemy

„Tęga mina, pusta głowa to są strzelcy z Hrubieszowa”, „hrubieszowskie stryjki konne chodzą często nieprzytomne”, „tam gdzie dupa u nich głowa, to są strzelcy z Hrubieszowa” — takie teksty w tzw. żurawiejkach (przyśpiewkach układanych przez kawalerzystów) wojaków nie raziły. Żołnierze 2 Pułku Strzelców Konnych nie tylko mieli poczucie humoru, ale też byli dzielni i wyjątkowo bitni. Wspaniale zapisali się na kartach historii podczas wojny obronnej w 1939 roku.

Za „przodka” hrubieszowskiej formacji uznaje się 1 Pułk Szwoleżerów, wchodzący w skład Błękitnej Armii, sformowanej w 1918 r. we Francji przez gen. Józefa Hallera. Jego żołnierze walczyli przeciwko Niemcom m.in. na froncie we francuskiej Szampanii. Potem formacja znalazła się w Polsce i została włączona do wojsk „krajowych”.

Po koniec kwietnia 1919 r. pułk przetransportowano do Chełma (żołnierze walczyli z Sowietami m.in. w bitwie pod Krasnem). Rok później jednostka została przemianowana na 2 Pułk Strzelców Konnych. W jego skład weszły wówczas także dywizjony przeniesione z innych jednostek. Był to m.in. 1 dyon 4 Pułku Strzelców Konnych oraz pluton ciężkich karabinów maszynowych.

Na siedzibę jednostki wybrano Hrubieszów. Dlaczego? Były tam wybudowane na początku XIX w. dawne rosyjskie koszary. Zaborcy postawili tam cztery obszerne bloki mieszkalne dla wojska, stołówkę, halę sportową (pełniła też funkcję konnej ujeżdżalni) oraz magazyny i stajnie.

Jak wyglądał koszarowy dzień hrubieszowskiego strzelca konnego? Zasady były proste. W jednostce najpierw karmiono, pojono i czyszczono konie (dzienna obsługa takiego rumaka zajmowała szeregowcowi zwykle ponad trzy i pół godziny), następnie należało sprawdzić stan broni i rynsztunku, a dopiero potem można było zasiąść do posiłku. Zwierzęta ujeżdżano i szkolono dwa lata (koń służył tylko do 15. roku życia).

Dobierano je maściami. W hrubieszowskich szwadronach służyły rumaki gniade, w oddziale karabinów maszynowych i gospodarczym — kare, a np. w plutonie łączności i trębaczy — siwe.

Hrubieszowscy żołnierze ćwiczyli się też oczywiście w strzelaniu, szermierce oraz teorii wojskowości. W pułku funkcjonowała Szkoła Podoficerska (w latach 1932—1935 jej komendantem był rotmistrz Bohdan Niemczynowicz). Dbano też o odpowiednie morale i dobre patriotyczne wychowanie strzelców (starano się, aby „nie mieli oczu zamkniętych na swe bezpośrednie otoczenie” oraz aby nie byli — jak to określono — „ślepymi automatami bez duszy i myśli”).

W 1937 r. pułk został wcielony do Wołyńskiej Brygady Kawalerii (wcześniej podlegał Dowództwu Okręgu Korpusu II z Lublina). W jego skład weszły cztery szwadrony liniowe, szwadron zapasowy oraz szwadrony: karabinów maszynowych, gospodarczy, łączności, działek przeciwpancernych oraz pluton kolarzy (w zimie jeździli na nartach). Funkcję dowódców pułku pełnili: ppłk Antoni Długoborski (w latach 1920—1928), płk Romuald Niementowski (w latach 1928—1939) oraz ppłk Jerzy Józef Mularczyk (dowodził podczas kampanii wrześniowej).

Nocny atak

Polscy ułani oraz żołnierze innych rodzajów broni II Rzeczypospolitej (jak śpiewano w piosence — „chłopcy malowani”) wojnę mieli we krwi. Nie musieli na nią długo czekać. W 1939 r. hrubieszowski pułk wszedł w skład Armii „Łódź”. Żołnierzy przeniesiono w okolice Kłobucka na ówczesnej granicy z Niemcami (na styku z Armią „Kraków”). Ich zadanie było trudne.

Hrubieszowscy strzelcy konni mieli odpierać ewentualne ataki, także niemieckich wojsk pancernych. Stało się to bardzo szybko.

Już 1 września 1939 r. wzięli udział w bitwie pod Mokrą, w której musieli zmierzyć się z oddziałami niemieckiej 4 Dywizji Pancernej. Działka przeciwpancerne pułku radziły sobie podobno podczas walki znakomicie. Jednak Niemcy dysponowali przeważającymi siłami. Zniszczyli pięć pułkowych dział i przełamali opór. Strzelcy musieli się wycofać. Nie było to łatwe, bo Niemcy pojawiali się niemal ze wszystkich stron.

W końcu hrubieszowianom udało się jakoś wyrwać z kotła! Ducha bojowego nie stracili. W nocy z 3 na 4 września 2 Pułk Strzelców Konnych zorganizował sławny „wypad na Kamieńsk”. Akcja była dobrze przemyślana. Strzelcy pozostawili konie, ostrogi i ładownice oraz okopcili bagnety w karabinach. Było ich 60 (według innych źródeł 56), sami ochotnicy. Żołnierzy podzielono na kilka grup (znakiem rozpoznawczym była biała chustka zawiązana na lewym rękawie oraz hasło „Maciuś”).

Oddziałem dowodził major Włodzimierz Łączyński — zastępca dowódcy pułku. Hrubieszowianom udało się przejść niepostrzeżenie ok. cztery kilometry (od wsi Ożga), „zdjąć” niemieckie straże, a potem dopaść stacjonujących w Kamieńsku niemieckich żołnierzy. Zaskoczenie było zupełne.

„Z palących się stodół wyskakiwali niemieccy żołnierze, trzymając w jednym ręku karabin, a w drugim opadające portki, i tu spotykały ich bagnety strzelców konnych” — wspominał por. Tadeusz Gierasieński, dowódca jednego z hrubieszowskich szwadronów. „Niemcy, którym udało się ominąć bagnety, uciekali do czołgów, szukając w ich wnętrzu ratunku, ale przeważnie zatrzaskiwali pokrywy wraz z polskimi granatami i ginęli w swoich żelaznych trumnach. Inni szukali ratunku w ucieczce w pole”.

Tam czekali na nich żołnierze uzbrojeni w karabiny i pistolety. „Strzelano do uciekających, przeważnie z dobrym skutkiem” — kwitował por. Gierasieński.

Strzelcy zniszczyli granatami i butelkami z benzyną 30 czołgów i 16 samochodów, w tym cysterny z paliwem. Zabili także ponad 100 niemieckich żołnierzy (w zamieszaniu uciekający Niemcy także wzajemnie się ostrzeliwali). Kazimierz Tazbir, nauczyciel z Kamieńska, twierdził, że atak trwał zaledwie 15 minut. Brawurową akcję uznano za niezwykłe osiągnięcie, także dlatego, że zginęło w niej tylko dwóch podchorążych rezerwy (Tomasz Suchodolski i Zbigniew Suchodolski) oraz dwóch szeregowych strzelców.

Nie obyło się jednak bez ofiar cywilnych. Rozwścieczeni Niemcy, w odwecie za „podstępny sposób walki” polskiego pułku, rozstrzelali 30 mieszkańców Kamieńska oraz okolicznych miejscowości. Nie tylko. Według jednej z relacji, Niemcy zabijali tuż po polskim ataku każdego napotkanego mężczyznę. Mordowali ich na miejscu lub prowadzili do miejscowej rzeźni. Tam dochodziło do krwawych egzekucji (za pomocą specjalnej pałki używanej do zabijania zwierząt). Ilu ludzi zmasakrowano w ten sposób? Nie wiadomo.

Brawurowa akcja hrubieszowian losów wojny nie mogła zmienić. Niemcy dysponowali olbrzymią przewagą. Ochrona polskiej granicy była niemożliwa. W tej sytuacji pułk musiał wycofywać się w kierunku Puszczy Kampinoskiej. Strzelcy dotarli tam w nocy z 9 na 10 września i dołączyli do oddziałów dowodzonych przez generała Władysława Andersa. Wraz z nimi przedarli się na Lubelszczyznę. Tam weszli w skład grupy armii generała Stefana Dęba-Biernackiego. Podczas kampanii wrześniowej brali udział m.in. w bitwach pod Łobodną, Wolą Cyrusową oraz w okolicach Mińska Mazowieckiego.

20 września pułk dotarł do Krasnegostawu (składał się już wówczas z zaledwie 120 osób, czterech karabinów maszynowych na tzw. taczankach oraz działka przeciwpancernego), a potem do podzamojskiej Suchowoli. W tej miejscowości koncentrowały się resztki Wołyńskiej Brygady Kawalerii. Doszło jednak do tragedii.

23 września we wsi Dominikanówka (gmina Krasnobród) hrubieszowscy strzelcy, którzy zatrzymali się na odpoczynek oraz popas koni, zostali zaskoczeni przez Niemców. 2 Pułk Strzelców Konnych został doszczętnie rozbity. Wspaniali hrubieszowscy żołnierze zostali — jak to określił Henryk Smaczny, historyk i badacz dziejów polskiej kawalerii — po prostu „rozjechani przez czołgi”. Pułk przestał istnieć.

Medale za cenę krwi

— Pułki strzelców konnych cieszyły się w II Rzeczypospolitej mniejszym prestiżem niż szwoleżerskie i ułańskie. Wynikało to raczej z tradycji niż z jakości wyszkolenia, które było identyczne w całej kawalerii — podkreśla dr Jarosław Pałka, pochodzący z Zamościa historyk wojskowości z warszawskiego Domu Spotkań z Historią. - Zostało to udowodnione m.in. podczas kampanii wrześniowej. Wołyńska Brygada Kawalerii, w której skład wchodził hrubieszowski pułk, potrafiła przez jakiś czas powstrzymywać, a potem opóźniać uderzenie niemieckich wojsk pancernych skierowane na Warszawę. Zapisała chlubną kartę w historii polskiej wojskowości.

Podczas wojny hrubieszowski pułk stracił: czterech oficerów, trzech podchorążych i 85 szeregowych. Wielu żołnierzy zostało rannych. Ich zasługi doceniono. 15 strzelców otrzymało Srebrne Krzyże Orderu Virtuti Militari. Wielu przyznano też Krzyże Walecznych (ich liczba jest trudna do ustalenia).

W 1966 r. nadano całemu hrubieszowskiemu pułkowi Krzyż V Klasy Orderu Wojennego Virtuti Militari.

"Chłopcy malowani" z Hrubieszowa. W środku Jan Nowak (dziadek autora artykułu), żołnierz 2 Pułku Strzelców Konnych. Zdjęcie z lat 20. ub. wieku. Ze zbiorów rodzinnych

2 Pułk Strzelców Konnych podczas ćwiczeń oficerów rezerwy. Fot. ze zbiorów Archiwum Państwowego w Zamościu

 2 Pułk Strzelców Konnych fot. ze zbiorów Archiwum Państwowego w Zamościu

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Narzędzia

Follow Us

Reklama

ezamosc.pl

Polecamy

Sekcje