Reklama

O dzielnym Mikołaju Kunickim ps. „Mucha”. W rocznicę jego śmierci

Zdjęcie ze zbiorów Bogdana Nowaka Zdjęcie ze zbiorów Bogdana Nowaka
„Jeśli zdarzy się, że ktoś z Was Czytelnicy, znajdzie się kiedyś w Zamościu, niech zapyta o Mikołaja Kunickiego. - Kapitana? Partyzanta? - odpowiedzą Zamościanie. - „Muchę?”. I wskazują drogę do miejsca jego pracy lub mieszkania prywatnego. Bo wszyscy w Zamościu znają Kunickiego, wiedzą kim był w czasie okupacji hitlerowskiej, kim jest obecnie. Znają go z jego opowieści, które lubi snuć, znają go z wydanego po wojnie Pamiętnika”.

Tak zaczyna się chyba dzisiaj na dobre zapomniana powieść Wandy Żółkiewskiej pt. „Las moim domem”. Do moich rąk, trochę chyba przez przypadek (podczas szperania w różnych miejscach) trafiło jej drugie wydanie z 1966 roku. Książka została opatrzona numerem 2163 i została jakiś czas temu wykreślona z Biblioteki przy Szkole Podstawowej w Tczewie – o czym świadczy odpowiednia adnotacja. To ciekawa lektura. 

Nękające boje i dywersja

Autorka owej powieści zapewnia, że nie było trudno znaleźć w Zamościu Mikołaja Kunickiego. Można zatem domniemywać, iż kontaktowała się z nim podczas przygotowania swojej książki. We wstępie przypomniała zasługi tego partyzanta i dowódcy. A było ich wiele!

Dowodzony przez „Muchę” oddział partyzantki polsko-radzieckiej działał od roku 1943 do 1945. Przechodził rożne koleje losu. „Leśni” operowali na terenie Wołynia, Polesia, Karpat, w Lasach Janowskich i w różnych rejonach Lubelszczyzny. Wyrwali się z potężnego pierścienia okrążenia na Porytowym Wzgórzu, potem w bitwie pod Osuchami, a następnie m.in. na słynnym szczycie Chryszczata w Bieszczadach (wcześniej toczono tam zacięte boje podczas I wojny światowej). Jak usłyszeliśmy w jednej z rozmów „zaleźli za skórę” Niemcom i ukraińskim nacjonalistom z oddziałów UPA.

O tym jak wyglądała walka napisał sam Mikołaj Kunicki w książce pt. „Pamiętnik Muchy” (zdobyłem jej wydanie z 1967 roku). To fascynująca lektura. I również chyba w Zamościu zapomniana.

„Partyzanci polscy i partyzanci radzieccy, pod wspólnym dowództwem, we wspólnej walce, wdzierali się w głąb placówek nieprzyjacielskich lub siali zamęt i popłoch na tyłach wroga” – napisała Wanda Żółkiewska. „Nękające boje i dywersja – to były dwa główne zadania partyzantów. Dzięki nim leciała w powietrze amunicja dowożona na front, na minach i wykoślawionych szynach wykoleiły się pociągi wyładowane niemieckimi żołnierzami, płonęły składy żywności, wybuchały zbiorniki benzyny”.

W książkach wydanych w PRL podkreślana jest głównie ta część życiorysu Mikołaja Kunickiego. A przecież był on także przedwojennym podoficerem Wojska Polskiego, walczył w wojnie obronnej 1939 roku oraz w obronie Warszawy.

A potem… uciekł z niewoli niemieckiej. Tym wspomnieniem zaczyna zresztą swoją opowieść.

„Po ucieczce z niewoli niemieckiej w 1939 wróciłem do matki, która mieszkała w Horodcu pod Kobryniem (w majątku Marii Rodziewiczówny – przyp. red.). W tym czasie tereny te były zajęte przez Związek Radziecki i tam mieszkałem do wojny niemiecko-rosyjskiej” – napisał w swoich wspomnieniach Mikołaj Kunicki. „W roku 1942, w lipcu, zostałem zmobilizowany przez Niemców do orkiestry jako akordeonista do 10 batalionu Schutzpolizei w Kobryniu”.

Trafiali tam Poleszucy, Ukraińcy i Polacy. Od stycznia 1943 roku Kunicki był już dowódcą kompanii w 104 batalionie Schutzpilizei. I niemal z całym tym oddziałem... przeszedł do partyzantki m.in. gromiąc Niemców i oddziały UPA.

W obronie „Ojca Jana”

Wcale nie był potem hołubiony przez komunistyczne władze. Dlaczego? W 1946 roku Kunicki występował jako świadek obrony Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan”. Był on oficerem Narodowej Organizacji Wojskowej, kawalerem orderu Virtuti Militari. To z jego żołnierzami, ramię w ramię, oddział „Muchy”, walczył na Porytowym Wzgórzu. Kunicki został za to aresztowany przez UB.

To wszystko wydaje się wręcz niewiarygodne. Wygląda jak gotowy materiał na filmowy scenariusz. Podobno Andrzej Wajda chciał nawet o Mikołaju Kunickim nakręcić jeden ze swoich filmów, ale jakoś do tego nie doszło.

„Mucha” przez wiele lat mieszkał w Zamościu. I w tym mieście 5 lipca 2001 roku zmarł: w randze pułkownika. Niedawno odbyła się zatem kolejna rocznica jego śmierci (został pochowany na miejscowym cmentarzu komunalnym). Napisałem niedawno o Mikołaju Kunickim na portalu eZamość. Okazuje się, że są jednak ludzie, którzy o nim nie zapomnieli. Tak napisał na forum internetowym Krzysztof Winiarski:

„Mikołaj Kunicki mieszkał w Zamościu przy ulicy Kościuszki 3. Wydał książkę o swoich wspomnieniach wojennych pod tytułem "Pamiętnik Muchy". Książka napisana prostym językiem wojskowym. Zupełnie inaczej niż teraz, kiedy większość do napisania wspomnień zatrudnia pięciu zawodowych literatów, a wydaje pod swoim nazwiskiem o nich nie wspominając”.

A dalej czytamy: „W 1946 r. Mikołaj Kunicki wystąpił jako świadek obrony na procesie Przysiężniaka („Ojciec Jan”), który był dowódcą oddziału NOW-AK (Narodowa Organizacja Wojskowa – Armia Krajowa na Wołyniu i w Lubelskiem). Jego oddział współpracował m.in. z oddziałem Kunickiego podczas bitwy na Porytowym Wzgórzu w czerwcu 1944 roku” – przypomniał Krzysztof Winiarski. „Za zeznania na korzyść dowódcy AK Kunicki został aresztowany przez UB (współpracujące z NKWD). Spędził jakiś czas w więzieniu, po wyjściu na wolność przez pewien czas zarabiał m.in. grając na harmonii pod kościołem w Zamościu. Przychodził do nas na wino z dzikiej róży. Opowiadał o Wołyniu, o walkach z UPA. W 1971 roku, gdy ukazało się kolejne wydanie jego wspomnień, podarował mi jeden egzemplarz z dedykacją”.

We wsi Krywe

Wydaje się, że tę postać trzeba na nowo przywołać w naszej pamięci. Uważam, że powinna powstać obszerna biografia na temat działalności i dokonań „Muchy”: w nowym ujęciu. Noszę się z tym od pewnego czasu, bo wydaje się, jakby los znów (tak jak w przypadku Teodozji i Wincentego Podolaków) wskazywał właśnie na mnie. Dlaczego tak myślę?

Jakiś czas temu natknąłem się podczas zamojskiej Giełdy Kolekcjonerskiej na kilkadziesiąt zdjęć, które kiedyś były w zbiorach Mikołaja Kunickiego (pisałem już o tym obszernie). Udało mi się je nabyć. Jakby zupełnie przypadkiem natrafiłem potem na wspomnienia „Muchy” oraz poświęconą mu powieść. Jeden ze znajomych kolekcjonerów powiedział mi także, iż istnieje jeszcze„ jakiś maszynopis wspomnień tego partyzanta”. Mam na niego „namiary”. Być może uda się do tych zapisków dotrzeć.

Nie tylko to jest dla mnie ważne. W ubiegłym roku wybraliśmy się na wyprawę do nieistniejącej już wsi Krywe w Bieszczadach (wyruszyliśmy piechotą z Zatwarnicy). Można tam oglądać malownicze ruiny murowanej cerkwi pod wezwaniem św. Paraskewy z 1842 roku. Właściwie pozostały tyle jej ściany. Podczas bezchmurnych nocy to szczególnie malowniczy, pobudzający wyobraźnię, rozgwieżdżony wręcz do granic możliwości widok. Nadal stoi także dzwonnica.

Uważa się, że owe ruiny to ważna pamiątka historyczna Bieszczadów. W sąsiedztwie starej świątyni – na pięknym pustkowiu - ustawiono tablicę informacyjną. Dowiadujemy się z niej między innymi, iż pod koniec II wojny światowej, w bezpośrednim sąsiedztwie owej miejscowości – w rejonie góry Stoły – toczyły się ciężkie walki UPA z oddziałem dowodzonym przez Mikołaja Kunickiego pseudonim „Mucha”. Kolejny „przypadek”.

Tak to się wszystko łączy, splata, pobudza do refleksji. Ale może też do działania.

Będę namawiał różne, zamojskie instytucje do wydania książki o Mikołaju Kunickim. Warto w niej zgromadzić m.in. wspomnienia rodziny, ale także opinie współczesnych historyków i spisane wcześniej wspomnienia. Wszystko co się da. Po to, aby zobaczyć „Muchę” ze współczesnej perspektywy.

Zdjęcia obok znajdowały się kiedyś w zbiorze Mikołaja Kunickiego. Nabyłem je na zamojskiej Giełdzie Kolekcjonerów.

 

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us