Na pamiątkę zniesienia pańszczyzny w Królestwie Polskim. To jedno z najważniejszych wydarzeń w naszych dziejach!
- Napisane przez Bogdan Nowak
- Skomentuj jako pierwszy!
- Czytany 607 razy
- Wydrukuj
Zdjęcie ze zbiorów Bogdana Nowaka
Niewolnictwo?
Stało się to w marcu 1864 roku na mocy specjalnego „ukazu” i było także wynikiem zmiany... pewnego carskiego kursu podczas tłumienia Powstania Styczniowego (w ten sposób starano się bowiem pozyskać chłopów oraz jednocześnie zniechęcić ich do powstańców).
Na medalu o średnicy około 3,5 cm wybito postać cara Aleksandra II Romanowa. Na rewersie pojawiły się natomiast sylwetki chłopów (jeden z nich wznosi ręce do góry). Nad nimi widać promienie a w nich obraz Matki Boskiej. Była to oczywiście rosyjska propaganda skierowana głównie do chłopów, ale to wszystko razem miało donośne, nadal chyba niedoceniane znaczenie. Dlaczego? W ten sposób tak naprawdę w naszym kraju zniesiono niewolnictwo (wręcz w taki sposób piszą o pańszczyźnie niektórzy historycy), a już na pewno jakąś jego niechlubną formę!
Medal, który mam w swoich zbiorach jest bardzo zniszczony, ale ma dla mnie duże znaczenie. Postacie na nim są już ledwo widoczne, a wizerunek cara został przez lata prawie zupełnie zatarty. Tak jak pamięć o tym doniosłym także dla moich przodków wydarzeniu.
W mojej opinii zniesienie pańszczyzny jest jednak zasługą powstańców. Uważam, że to oni tak naprawdę, chociaż pośrednio ją wywalczyli. Trudno jednak zapomnieć, że to szlachta własnych rodaków zapędziła w taką biedę, poniżenie, ubóstwo. Nie jest to tylko moja opinia.
Czasy opłakania godne
Podczas Powstania Styczniowego dziesiątki tysięcy osób skazano na zsyłkę w głąb Rosji, a ponad 1,6 tys. polskich majątków skonfiskowano. Była to tragedia z której polskie społeczeństwo nie mogło się otrząsnąć przez całe dziesięciolecia. Dotyczyło to – jak rozumiem – także krasnobrodzkiego przeora i innych zakonników, którzy swój żal, emocje i rozważania postanowili uwiecznić w tekście zamieszczonym w kościelnej, krasnobrodzkiej bani, na szczycie świątyni. Dzisiaj to bezcenny dokument.
Został on odnaleziony w październiku 2008 r. przez ks. Romana Marszalca, podczas remontu dachu i wieży Sanktuarium Maryjnego w Krasnobrodzie. Był to ocalały cudem fragment listu, który umieszczono w tzw. nowej bani (kosztowała 583 ruble i 10 kopiejek), czyli kopule znajdującej się pod krzyżem na szczycie świątyni. Dokument datowano na 24 września 1864 r. Tekst powstał na białym, grubym papierze o formacie 21 na 37 cm.
List jest wzruszający. Pięknym, staropolskim językiem opisuje ówczesną, tragiczną sytuację polityczną kraju oraz powstańczą gehennę.
„Boże zachowaj i broń każdego z żyjących, aby nie patrzył na czasy opłakania godne, jakich my się doczekali i w jakich żyjemy, bo oto patrzyliśmy na potoki krwi braci naszych niewinnie przelanej, patrzyliśmy i patrzymy na prześladowania i ucisk Świętego Kościoła Rzymskokatolickiego, opłakiwaliśmy tysiące Braci naszych, wyrwanych z łona rodzin i pędzonych w lodowe kraje północy, Sybiru, Kamczatki” – pisał w liście ks. Turzyniecki. „Patrzyliśmy na panów i magnatów polskich jako na wyrodnych synów swoich Naddziadów (czyli pradziadów) i Ojczyzny, albowiem kiedy Kraj potrzebował ich rady i pomocy, ci po największej części powynosili się za granicę (...). Patrzyliśmy na obałamuconych włościan, których uciemiężali niektórzy panowie: korzystając z ich poddaństwa, przez co zaszczepili w ich sercach nienawiść ku sobie, i ten nieludzki przedział pomiędzy panem, a chłopkiem nachylił Kraj do upadku”.
Jakie to smutne. Nic dziwnego, że w tę szczelinę (a właściwie przepaść) pomiędzy „chłopkiem” i panem car wcisnął swoje krwawe łapska. To wszystko jest jakąś wielką ironią polskiej historii...