Reklama

Spotkanie z szogunem na pchlim targu. Monety, które mają wielką wartość, chociaż... kosztują zaledwie kilka lub kilkanaście złotych

foto: Bogdan Nowak foto: Bogdan Nowak
Dawna kultura Japonii jest fascynująca, pobudza wyobraźnię. Z różnych powodów. Wielu z nas czytało przecież powieść Jamesa Clavella pt. Shogun (lub oglądało popularny kiedyś serial o tym tytule). Nie brakuje też miłośników dzieł (rysunków, drzeworytów i książek ilustrowanych) Hokusaia – czyli „starca opętanego malarstwem” - jednego z najwybitniejszych twórców kultury japońskiej, starych japońskich mieczy czy wręcz legendarnych samurajów. Okruchy dawnej, japońskiej kultury możemy znaleźć na… targach staroci i giełdach kolekcjonerskich, także tych w Zamościu.

Chodzi m.in. o dawne, japońskie monety. Mogą mieć one po około 350 (lub więcej) lat i kosztować zaledwie kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych. Są jednak jak wehikuł czasu. Pozawalają zbliżyć się do niezwykle bogatego dziedzictwa, rodem z drugiego końca świata.

Japończyk nie posiada daru wynalazczego?

Od dawna kultura Japonii mnie fascynuje (i nie jestem w tym odosobniony!). Mam na swoich półkach wiele książek i albumów na jej temat. Niedawno udało mi się np. kupić książkę Wilhelma Deppinga z 1904 roku. Jej autor był członkiem Towarzystwa Geograficznego w Paryżu i Bordoux oraz m.in. francuskiego Związku Geograficznego Północnego.

Jego dwutomowe dzieło zostało wydane nakładem warszawskiej drukarni A. T. Jezierskiego, która miała swoją siedzibę przy ul. Nowy Świat 47. Został dokładnie przejrzana przez carskich cenzorów. Czy wydano ją w okrojonej formie? Trudno dzisiaj powiedzieć.

Autor dokładnie opisuje japońskie obyczaje, domostwa, religię, kraj, przemysł, porty i wiele innych spraw z końca XIX i XX wieku.

A tak zaczyna swoje dzieło: „Nie było jeszcze, o ile wiadomo, przykładu w historyi (pisownia oryginalna), żeby naród posiadający własną cywilizacyę, cywilizacyę zupełnie rozwiniętą i zastosowaną do charakteru narodowego, wyrzekł się jej od razu dla przyswojenia sobie zwyczajów i urządzeń narodów, którym dotąd zabraniał wstępu do własnego kraju” – czytamy w tej książce. „Ten fakt, jedyny w dziejach, zdarzył się w naszych czasach, a jego ewolucya trwa dotąd na krańcach Wschodu”.

Książka nosi tytuł „Japonia”. I ją ma na myśli autor w swych rozważaniach. Kraj Kwitnącej Wiśni bardzo się wówczas zmieniał. Często bezkrytycznie przyjmowano zachodnie wzorce, zapominając o własnej tradycji i kulturze: przynajmniej w wymiarze oficjalnym. Autor patrzył na to wszystko trochę z góry, co dzisiaj może budzić duże zdziwienie. Opisywał też cechy mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni sprzed ponad stu lat.

„Co się tyczy zalet moralnych, to Japończyk jest inteligentny, pracowity, wstrzemięźliwy: ma on charakter wesoły, żartobliwy, miły. Japończycy lubią żarty, śmiech, jak dzieci, do tego stopnia, że podróżnicy przedstawiają ich jako naród o usposobieniu dziecinnym” – notował Wilhelm Depping. „Tak samo jak dzieci, Japończycy przepadają za nowością: co prawda przesycają się nią równie prędko i wkrótce odrzucają to, czym się wcześniej zachwycali. Obdarzony wielką zdolnością naśladowania – co także jest właściwością dzieci – Japończyk nie posiada daru wynalazczego. Od Chin wziął swoją pierwotną cywilizacyę i stamtąd przejął zwyczaje, prawa, literaturę, sztukę i prawie wszystkie gałęzie przemysłu”.

Ukaz tolerancyjny i stare krzyże

Autor w różnych miejscach pozawalał sobie na takie oceny. Nie tylko on. Niebawem zemściło się to m.in. na Rosjanach. Przykładem może być słynna bitwa pod Cuszimą (doszło do niej 27 i 28 maja 1905 roku), czyli zaledwie rok po wydaniu książki pt. „Japonia”. Flota Kraju Kwitnącej Wiśni starła się wówczas z rosyjską w Cieśninie Cuszimskiej, pomiędzy Japonią i Koreą.

Japońscy marynarze odnieśli tam miażdżące, potężne zwycięstwo. To zresztą dzięki owej wojnie z Rosją Japonia awansowała do rzędu światowych potęg.

Co ciekawe, przełożyło się to także na nasze życie. Jak? Wielu mężczyzn z Zamojszczyzny musiało walczyć w carskiej armii (w tym jeden z moich kuzynów) na Dalekim Wschodzie. Było to główną przyczyną rewolucji rosyjskiej w 1905 roku. Car wydał wówczas m.in. słynny ukaz tolerancyjny. Dzięki niemu setki tysięcy prześladowanych unitów mogło przejść do kościoła rzymskokatolickiego. I tak się stało. Ślady tych wydarzeń nadal można zresztą prześledzić.

Są to np. krzyże dziękczynne z datą 1905, które spotkamy w wielu miejscach naszego regionu. Pośrednio zawdzięczamy je… zwycięskim Japończykom, którzy jak pisał Wilhelm Depping „mają wstręt do pracy wytrwałej, ulegają nagłym porywom, po których następuje zupełne przygnębienie (…), zasad mają mało, charakteru wcale. Podobna do klęsk, jakie kraj ich nawiedzają (chodzi m.in. o trzęsienia ziemi), energia ich zapada w sny długotrwałe i miewa bezładne ocknienia”.

Ech, jak bardzo przeróżne cechy tego narodu były wówczas niedoszacowane, lekceważone. A o jakości ich cywilizacji może świadczyć m.in. mennictwo, które było na bardzo dobrym poziomie. I to w różnych czasach.

Mogą o tym świadczyć choćby… nasze giełdy kolekcjonerów czy pchle targi, gdzie XVII i XVIII- wieczne monety japońskie można kupić nawet za kilka lub kilkanaście złotych. Dlaczego? Bo takie monety bito w miliardach egzemplarzy, a cała Japonia była nimi nasycona. Potem powędrowały one – często jako kolekcjonerskie ciekawostki – w inne rejony świata.

Emisja ratunkowa

Na takie stare, japońskie zabytki zwrócił moją uwagę jeden z zaprzyjaźnionych kolekcjonerów. Wskazał historyczną monetę obiegową o nominale 1 mon, pochodzącą ze wspaniałego okresu… Edo w Japonii, który trwał w latach 1603-1868. Władze sprawowali tam wówczas szoguni z rodu Tokugawa. Moneta jest wybita z brązu, ma charakterystyczny otwór w środku oraz tradycyjne znaki pisma. Była standardowa, powszechna, niewiele warta.

Za 16 takich monet można było bowiem kupić w XVI wieku miskę makaronu, za cztery – czarkę herbaty w jednej z herbaciarni, a np. świeca woskowa kosztowała kilkanaście mon.

Po co jednak w monetach otwór w środku? Noszono je po prostu na sznurkach po kilkadziesiąt, sto lub więcej – i to był w Japonii podobno powszechny widok. Co ciekawe, tego typu monety nie były wybijane, ale odlewane w odpowiedni sposób z płynnego metalu.

To tzw. monety keszowe. Udało mi się nabyć jeszcze jedną monetę tego typu. Podobno powstała w mennicy w prowincji Shimotsuke przy kopalni miedzi w dzisiejszej prefekturze Tochigi (o czym świadczą odlane znaki) w latach 1741-1747, jako część specjalnej, rządowej emisji. Miała ona charakter ratunkowy, gdy kopalnia zaczęła podupadać. Ponoć w ciągu kilku lat takich monet odlano ponad 200 milionów sztuk, co poprawiło byt okolicznych mieszkańców.

A to tylko dwa krążki z wielu, które krążą po pchlich targach, często na dnach różnych pudeł.

Nie cieszą się chyba zbytnim zainteresowaniem kolekcjonerów. Niesłusznie!

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Narzędzia

Follow Us

Reklama

ezamosc.pl

Polecamy

Sekcje