Logo
Wydrukuj tę stronę

Profesor od leśnych stworzeń. W konspiracji miał pseudonim "GUZIK"

Na fot. grupa ludzi przed jednym z domów w Zwierzyńcu. Zdjęcie wykonano na początku XX w. Fot. ze zbiorów Adama Gąsianowskiego Na fot. grupa ludzi przed jednym z domów w Zwierzyńcu. Zdjęcie wykonano na początku XX w. Fot. ze zbiorów Adama Gąsianowskiego
To była nietuzinkowa postać. Wacław Skuratowicz z Poznania odwiedzał Zwierzyniec w latach 30. ub. wieku. Wędrował też po okolicznych ordynackich lasach. O swoich wrażeniach napisał w 1939 r. w czasopiśmie „Teka Zamojska”. Był Zwierzyńcem i Zamojszczyzną zauroczony. Przy okazji odkrył… trzy nowe na tym terenie ptaki.

Skuratowicz (1915–1989) urodził się w Demarynie niedaleko Troicka na Syberii Zachodniej. Był wnukiem zesłańców. W 1927 r. przyjechał do Polski. Studiował m.in. na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Poznańskiego. W 1939 r. został na tej uczelni młodszym asystentem w Zakładzie Anatomii Porównawczej i Biologii. W czasach swojej młodości wielokrotnie odwiedzał Zamojszczyznę.

Sąsiad kruk

„Spędzając kilka lat z rzędu letnie miesiące w dobrach Ordynacji Zamojskiej, miałem możność przeprowadzenia dokładnych badań nad bogatą i ciekawą ornitofauną (chodzi o ogół gatunków ptaków zamieszkujących określony obszar — przyp. autor) tych okolic, uzależnioną od bogactwa i rozmaitości środowisk, stwarzających dla zwierząt szczególnie dogodne warunki życia” — czytamy w artykule Skuratowicza pt. „Niektóre ciekawe ptaki Ordynacji Zamojskiej”.

Te dogodne warunki życia zapewniały lasy otaczające m.in. serce Ordynacji — Zwierzyniec. Naukowiec zauważał, że w niektórych miejscach zachowały one swój pierwotny, unikatowy charakter. „Na piaszczystych glebach mamy obszerne lasy sosnowe ze wszystkimi przejściami: od suchego boru sosnowego do boru typu jagodowego, w miejscach zaś niżej położonych i zabagnionych typowe drzewostany sosny bagiennej” — pisał Wacław Skuratowicz. „W częściach wyżej położonych, poprzecinanych głębokimi parowami, występują dzięki lepszym warunkom edaficznym (chodzi o właściwości gleby) obok sosny — świerk i jodła, a z liściastych — lipa, grab, dąb i buk (…). W miejscach podmokłych spotykamy wspaniałe drzewostany olchowe”.

Trudno nie dostrzec zachwytu, w jaki młodego uczonego wprawiały bujne, ordynackie lasy (wśród nich nie brakowało — jak to określił uczony — drzew „dziuplstych”). Także liczne jeziorka, oczka wodne i malownicze stawy, które powstały m.in. w meandrach Wieprza i Szumu oraz ich licznych, często „drobnych” dopływów robiły niezatarte wrażenie na Skuratowiczu. Były to znakomite siedliska dla ptaków. A one bardzo interesowały uczonego.

„Ogromny kompleks leśny daje przytułek wielu ptakom, które gdzie indziej już rzadkim lub całkowicie wytępionym i powoduje ich zagęszczenie na tym obszarze” — czytamy w artykule. „Toteż nie powinno nas dziwić, że na terenie Ordynacji występują nieraz liczne zwierzęta, które obecnie w wielu częściach Polski uważa się za ginące lub bardzo rzadkie”.

Skuratowicz tropił je i podglądał. Przedzierał się zapewne ze swoim grubym notesem przez gęste sitowie i zagajniki.

Owoce tych wędrówek były niezwykłe. Uczony miał jednak nieco ułatwione zadanie. Bo jeszcze w 1913 r. Janusz Domaniewski opracował w swoim „Pamiętniku Fizjograficznym” listę ptaków, które występowały na terenie Ordynacji Zamojskiej. Znalazł się tam m.in. kruk, którego można było wówczas spotkać w całym ordynackim kompleksie leśnym (w innych częściach kraju ten gatunek można było obserwować coraz rzadziej). Wacław Skuratowicz także te majestatyczne ptaszyska podczas swych wędrówek zobaczył. Co ciekawe — jak zauważył — w latach 30. ub wieku coraz częściej zaczynały się na Zamojszczyźnie gnieździć w sąsiedztwie ludzkich siedzib.

„Miejsca lęgowe kruka znane mi są w nadleśnictwie kosobuszkim, tereszpolskim i szczebrzeskim” — pisał. „Jedna para gnieździ się od kilku lat w pięknym rezerwacie na Bukowej Górze pod Zwierzyńcem”.

Gość z północnych krajów

Innym ciekawym ptakiem „ordynackim” był wówczas łuskowiec klęsk (Pinicola enucleator Linn). Miał to być jednak dość rzadki gość, który zalatywał na Zamojszczyznę podczas wyjątkowo ostrych zim z dalekiej północy.

„Pewnych danych (na ten temat) z Zamojszczyzny jeszcze nie było” — pisał Skuratowicz. „Przypadkowo znalazłem w roku 1932 u preparatora we wsi Wywłoczka okaz samicy (tego ptaka) zabitej w zimie roku 1929 w zaroślach jałowcowych pod Żurawnicą. Według informacyj preparatora zabitych było kilka sztuk samic i samców (tego gatunku), ale okazów nie udało się odszukać; w każdym razie faktem jest, że łuskowca można czasem spotkać na terenie Ordynacji”.

Uczony pisał m.in. o gilach, kulczykach, skowronku borowym czy rybołowie (można go było spotkać np. w okolicach stawu „Echo” niedaleko Zwierzyńca). Sporo miejsca poświęcił także m.in. jastrzębiowi gołębiarzowi i orlikowi krzykliwemu (gniazdował przed ostatnią wojną najczęściej w nadleśnictwach: tereszpolskim i szczebrzeszyńskim). Na Zamojszczyźnie ten ostatni gatunek miał się w tamtych czasach coraz lepiej.

„Wprowadzona przez Zarząd Dóbr Ordynacji Zamojskiej całkowita ochrona ptaków drapieżnych pozwoliła wreszcie orlikowi zająć ponownie opuszczone niegdyś tereny” — pisał Skuratowicz. „Wielkość i okazałość tego ptaka powoduje, że myśliwi i leśnicy przypisują mu wyrządzanie szkód wśród cietrzewi i głuszców, czynione zapewne przez trudnego do odróżnienia odeń i rzadkiego już orlika grubodziobego”. Uczony natknął się na gatunki, które wcześniej nie zostały w lasach ordynackich odnotowane. Dziwonię karmazynową spotkał np. kilkakrotnie, m.in. w okolicy Hedwiżyna oraz w zaroślach niedaleko Gorajca latem 1933, 1934 i 1935 r. Był z tego odkrycia bardzo zadowolony. „Jest to nowy na Zamojszczyźnie gatunek, gdyż Domaniewski w swoim spisie o ptaku tym nie wspomina” — czytamy w zapiskach uczonego. Naukowiec wyśledził także gniazda sóweczki (Glaucidium passerinum Linn).

„Guzik” z konspiracji

„Domaniewski na terenie Ordynacyji jej nie znalazł, mnie natomiast udało się stwierdzić jej miejsca lęgowe w nadleśnictwie kosobudzkim (Maziarki, Czarny Wygon). Oba gniazda mieściły się w skrzynkach przeznaczonych dla dzięciołów” — pisał. „Udało mi się również ustalić na podstawie dużej ilości wypluwków, czyli zrzutek, menu sóweczki, składające się w 50 proc. z nornicy rudej, 30 proc. (z) polników i myszy i 20 proc. z sikorek. Wielką ilość zrzutek sikorczych przypisać należy niewielkim rozmiarom sóweczki, co umożliwia jej odwiedzanie (zimą) drobnych dziupli zajętych przez sikory”.

W zapiskach uczonego można znaleźć także ciekawy opis czapli białej. Na Zamojszczyźnie była wówczas wielką rzadkością. Wacław Skuratowicz nie zobaczył przedstawicieli tego gatunku w lesie czy na bagnach. Na ślad tych ptaków trafił pośrednio.

„Obecnie (czapla biała) należy do rzadkości ornitologicznych nawet na terenie Polesia, to też pojawienie się jej na Zamojszczyźnie godne jest wzmianki” — pisał uczony. „W maju r. 1935 zabity został w pobliżu Echa wspaniały samiec, który znajduje się w posiadaniu naczelnika lasów Ordynacji Zamojskiej p. Stanisława Kosteckiego. Jest to nowy dla Zamojszczyzny gatunek, gdyż z okolic tych nikt jej dotąd nie podawał”.

To było jedno z pierwszych osiągnięć uczonego. Jednak przed ostatnią wojną Wacław Skuratowicz opublikował kilka innych, ważnych artykułów. W „Tece Zamojskiej” z 1938 r. można znaleźć np. tekst pt. „Pierwsza w Polsce całkowita ochrona ptaków drapieżnych na terenie Ordynacji Zamoyskich”. W piśmie „Młody Przyrodnik” pisał na temat mrocznego życia nietoperzy.

W 1939 r. młody uczony opuścił Poznań i przeniósł się do Zwierzyńca. Został zatrudniony jako botanik w drużynie Sekcji Urządzania Lasu w Wydziale Lasów Ordynacji Zamojskiej. Nie próżnował. Był współtwórcą projektu utworzenia kilku rezerwatów przyrody oraz zebrał pokaźny zielnik roślin naczyniowych.

Podczas II wojny światowej Wacław Skuratowicz prowadził także tajne nauczanie dla zwierzynieckiej młodzieży. Działał też w AK pod pseudonimem „Guzik”.

1 kwietnia 1943 r. został aresztowany przez gestapo. Tak to wydarzenie opisała Halina Matławska w swojej znakomitej monografii Zwierzyńca.

Drzewa przegrały z rabusiami

„Nieludzko katowany na posterunku żandarmerii w Zwierzyńcu młody naukowiec przyrodnik, Wacław Skuratowicz, przewożony samochodem do Zamościa wykorzystał chwilę nieuwagi konwojentów, by połknąć pigułkę cyjanku potasu, którą matka własnoręcznie zaszyła mu w ubranie” — czytamy w monografii Zwierzyńca. „Na Górze Żurawnickiej stracił przytomność, ale trucizna działała słabo i Niemcy odratowali go. W zamojskim obozie był duchem opiekuńczym uwięzionych. Leczył i opatrywał chorych i skatowanych, korzystając z lekarstw przemycanych do obozu”.

Przyrodnik trafił potem na Majdanek. Taki los spotkał także innych działających w konspiracji mieszkańców Zwierzyńca, którzy 1 kwietnia 1943 r. zostali aresztowani w Zwierzyńcu. Byli to Irena, Wanda i Maria Krasulanki, Jan Lembrych, Józef Skuratowicz, Józef Rzeszutko i Wacław Rzeszutko oraz Jan Tyszko. Udało się wszystkich ocalić.

„Usilne starania rodzin nierezygnujących z prób ratowania bliskich, interwencje i pomoc dyrektora browaru Jana Zienkiewicza, sute łapówki, odporność uwięzionych uczyniły swoje, więźniowie wrócili do domów” — pisała Halina Matławska.

W 1945 r. Wacław Skuratowicz znowu wyjechał do Poznania. Na miejscowej uczelni dokończył studia zoologiczne, a potem się tam doktoryzował (na podstawie pracy pt. „Fauna zwierząt ssących Ordynacji Zamojskiej”). Nadal jednak wracał do Zwierzyńca.

Badał stan dawnych ordynackich lasów. Jeszcze w latach 40. ub. wieku stwierdził, że jest on katastrofalny. Jak zauważył, na Bukowej Górze w latach 1944–1946 rabusie wycięli mnóstwo najpiękniejszych dębów. Natomiast w Górecku Kościelnym (w rezerwacie „Szum”) taki los spotkał wiele wspaniałych, „zabytkowych” jodeł. Pod topór poszła także 200-letnia buczyna pod Florianką oraz m.in. wspaniały las dębowy na tzw. Maziarkach.

Wolniutko wypalany papieros

W 1960 r. Wacław Skuratowicz zdobył tytuł profesora nadzwyczajnego. Przez wiele lat kierował m.in. Zakładem Zoologii Systematycznej UAM w Poznaniu. Wspomagał także leśników i przyrodników, którzy zabiegali o zachowanie najcenniejszych drzewostanów lasów dawnej Ordynacji Zamojskiej (została ona przez nowe, komunistyczne władze zlikwidowana). Na sercu leżał mu także los zwierząt w nich żyjących. Głosu Skuratowicza nie lekceważono. Tego związanego z naszym regionem naukowca uznawano za wybitnego specjalistę w dziedzinach ornitologii, teriologii (dział zoologii zajmujący się ssakami) i m.in. entomologii (to wiedza o stawonogach). Opublikował wiele znakomitych naukowych prac. Zdobył sobie także szacunek studentów i współpracowników. Jak go zapamiętano?

„Szczupła, wysoka, lekko pochylona sylwetka, powściągliwe ruchy, skupiona twarz, wolniutko wypalany papieros i zawsze spokojnie wypowiadane słowa, a czasem charakterystyczny, ledwie dostrzegalny, smutny grymas ust, który nam wystarczał za słowa nagany, krytyki czy niezadowolenia” — tak wspominali „swojego profesora” jego byli studenci i współpracownicy. „Takim profesor Wacław Skuratowicz pozostał w pamięci tych, którzy mieli szczęście pracować lub choćby rozpoczynać swą działalność naukową w jego zakładzie”.

Inne zdolności pana profesora także warto docenić. W artykule, na jaki natknęliśmy się w przedwojennej „Tece Zamojskiej”, widać także jego talent literacki oraz wielką fascynację przyrodą Roztocza. Wyczuwa się tam również (między wierszami) unikatowy klimat przedwojennego Zwierzyńca — pięknego miasteczka położonego w malowniczych, pełnych zwierząt lasach.


Redakcja serwisu ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczonych reklam, ogłoszeń i komentarzy. Zdjęcia i artykuły stanowią własność autora i są chronione prawem autorskim. Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania i skracania nadesłanych tekstów.
Copyright © ezamosc.pl