Logo
Wydrukuj tę stronę

Czym dziad wędrowny różnił się od żebraka? I dlaczego było ich tak wielu w Dzień Zaduszny przed polskimi cmentarzami?

 Rysunek J. Konopackiego opublikowany w 1884 r. w Tygodniku Ilustrowanym. Przedstawiono na nim Dzień Zaduszny przed jednym z polskich cmentarzy Rysunek J. Konopackiego opublikowany w 1884 r. w Tygodniku Ilustrowanym. Przedstawiono na nim Dzień Zaduszny przed jednym z polskich cmentarzy
Podczas Zaduszek (2 listopada, po dniu Wszystkich Świętych) organizowano w dawnej Polsce stypy i obiady żałobne. Takie uczty na cześć zmarłych zwano kiedyś „chauturami”. Mieszkańcy wsi suto zastawiali stoły i zapraszali do nich najuboższych. Dawano im także różne podarki. Biedni otrzymywali je też przed kościołami i cerkwiami (były to drobne monety lub jedzenie np. pierogi, chleb czy placki). Czego oczekiwano w zamian? Biedacy mieli modlić się do Boga za dusze wybranych przez ofiarodawców zmarłych (uważano, że przy pomocy biedaków łatwiej przejść „z jednego stanu w inny”). A nędzarzy... nigdy nie brakowało. W dawnej Polsce mawiano nawet: „Na każdym weselu swat, na każdej stypie dziad”. Uważano, że mają oni tajemną wiedzę oraz są „ludźmi bożymi”. Dlatego zapraszano ich także na nocne czuwania przy zmarłych domownikach. Czasami owi dziadowie wędrowni prowadzili też wiejskie kondukty pogrzebowe (bywało, że zastępowali w tej roli księży!). Śpiewali wówczas ułożone przez siebie monotonne pieśni, które miały moralizatorski charakter. Zachowała się część takich dziadowskich utworów.

Pomóżcie, lutościwe państwo

Tak rozpoczyna się np. pieśń pt. „Płacz grzesznych dusz”. Wędrowni dziadowie śpiewali ją najczęściej w Zaduszki oraz podczas pogrzebów (utwór ma aż 32 zwrotki): „Dusze rzewnie zapłakały/ I ku niebu poleciały/Niebo, niebo, przyjmijże nas/ Boć Pan Jezus znać nie chce nas/ A niebo im odpowiada/ „ach biada dusze, biada wam/ Czemużeście nie słuchali, w ciężkich grzechach umierali...”.

Trudno sobie było wyobrazić kiedyś uroczystości kościelne i świeckie, kondukty pogrzebowe czy święta bez obecności żebraków i ich śpiewu, czasami zawodzenia. Ich niedola niektórym przedstawicielom wyższych warstw jakoś poprawiała – być może - samopoczucie, inni widzieli w nich pośredników między niebem a Ziemią. Przypominano, że sam Chrystus urodził się biedakiem. Elitą wśród nędzarzy byli dziadowie wędrowni. Przypisywano im niezwykłe moce.

Sumienia bogatych mieszkańców dworów szlacheckich i magnackich uspokajała zwykle jałmużna, którą szczególnie często praktykowano w okresie Wielkiego Postu oraz w Wielki Czwartek. W tym czasie duży był także popyt na śpiewane przez dziadów pieśni wielkopostne. Zwracano uwagę, aby każdy dziad, który przybył do wsi, obchodził wszystkie znajdujące się w niej domy. Pilnie słuchano jego opowieści, mamrotanych pacierzy oraz pieśni, które przybysz wyśpiewywał. Wierzono, że osłabia to moc złych duchów. Jak ognia bano się natomiast dziadowskich klątw, bo wierzono w ich ogromną siłę. Nie zawsze jednak ów szacunek był powszechny…

Wędrowne dziadostwo stało się zawodem

„Żebracy, którym policya utrudnia przemysł żebraczy na każdym kroku, pokątnie jedynie chodzą po mieście po proszonym chlebie — pisał w 1885 r. Oskar Kolberg. „Za miastem za to, tem jawniej i natarczywiej pukają do serc litościwej publiczności. Więc też cmentarni osobliwie żebracy i kalecy (czy to prawdziwi czy udani) wyciągając rękę i czarkę po jałmużnę, odzywają się często napuszysto do przechodniów: Cudowna łaska boska posilająca — Błagam wedle miłosiernego najświętszego zasilenia itd. Dziady znów i baby, zalegający drogę do Czerniakowa i progi klasztorne podczas odpustu na św. Bonifacy, w przerwach od zawodzenia kantyczek, z większą już logiką i doniosłością starają się kruszyć serca pobożnych: Na miłość Boską, na gorzkie rany Chrystusowe, proszę też pięknie o wspomożenie! — lutościwe państwo! — żeby wam pan Bóg stokroć odpłacił! — żeby Bóg pomagał w każdem pomyśleniu, żeby Bóg ratował w każdem poćciwem poruszeniu, w każdem poćciwem stąpnięciu, w każdem poćciwem słowie, w każdem poćciwem spor-zieniu”.

Niektórzy żebracy wędrowali po wsiach, gdzie mogli liczyć na większe wsparcie. Dziad wędrowny, w odróżnieniu od tych, którzy trzymali się jednego miejsca, nie zawsze był gościem źle widzianym. Z wielu powodów. Kolberg zauważył, że często wśród dziadów można było spotkać także dzieci, „które, by żebractwo ich zamaskować, przez rodziców do rozmaitego użyte i wytresowane bywają przemysłu; najczęściej do noszenia piasku”.

„Wrodzona narodowi polskiemu gościnność, napełniając obfitym chlebem torby żebracze, osładzała zawsze dolę żebrzących i przyczyniała się do pomnażania ich liczby — zauważył tymczasem na początku XX w. Zygmunt Gloger. „Nigdy bowiem żaden dziad polski nie odszedł głodny i wypchnięty z chaty kmiecia (…). Dziad bywa nieraz i pożądanym gościem, bo zadomowionemu wieśniakowi opowiada nowiny z szerokiego świata, zbierane na odpustach, kiermaszach i po miastach, a zwykle ubarwione własnym dowcipem i fantazyą, co wpływa zawsze dodatnio na szczodrość i uprzejmość gospodyni”. Ceniono dziadowskie opowieści, pacierze (często zresztą odmawiane machinalnie) oraz nabożne pieśni, które miały moralizatorski charakter.

„Jego strój (chodzi o polskiego dziada — dop. autor) bywał pielgrzymi, z kapeluszem zawieszonym na sznurze, z kijem od psów dziadowskim i z „tobołą” czy „kałwicą” chłonącą wszelkie dary (…). Dla ciekawego nowin ludka nieocenione źródło prawd i bajd, a co z dala słuchaczów bawiło, wykonawca repertuaru pieśni nabożnych i świeckich, dziadowskich (…) — pisał w 1937 r. historyk Aleksander Brückner. — Dla większego wzruszenia nabywali się ślepoty, chromoty (chromy, czyli kulawy — dop. autor) (…). Przy żadnej stypie w Polsce, a przy chawturach (lub chałturach, czyli ceremoniach zadusznych) na Rusi Białej (kraina historyczna, dziś m.in. Białoruś — dop. autor) nie brakło dziada lub chawturnika”.

Z czasem dziad wędrowny zaczął różnić się od przeciętnego żebraka. Niektórzy z nich zgromadzili pokaźne majątki (największą jałmużnę dawano dobrym pieśniarzom), dzięki którym utrzymywali żony i dzieci. Objeżdżali też wsie własnymi krytymi „wozami wędrownymi”. Były one powszechne np. w XIX w. Wędrowne dziadostwo stało się w końcu… zawodem. O niektórych z przedstawicieli tej profesji mawiano nawet, że „spańszczali”, bo posyłali dzieci do szkół, a ich córki miały we wsiach największe posagi.

Lira — dar od Boga

Wędrownych dziadów z czasem zaczęto wyraźnie oddzielać od tzw. żebraków sezonowych czy „żebraków oszustów”. Wielu można było spotkać kiedyś także na Zamojszczyźnie. Także dlatego, że nosili się w sposób, który od razu pozwalał na ich identyfikację. Jak wyglądali? Mieli zwykle schludne koszule, pokaźne brody, długie włosy, które kojarzono ze szczególną mądrością i siłą duchową, kostury, jak pisano, „uzbrojone skórą jeża” oraz baty, którymi oganiali się od psów (stąd być może przysłowie, że ktoś „jest rozpuszczony jak dziadowski bicz”. ) Do pasów przywiązywali naczynia do czerpania wody oraz różańce. Ci, którzy wybierali się na daleką pielgrzymkę, np. do Rzymu, ubierali się w szerokie, ciemne płaszcze oraz charakterystyczne „kapelusze ze sznurkami”. Najczęściej dziadów wędrownych można było spotkać przed kościołami, podczas świąt religijnych i odpustów. Swoje wozy ustawiali wówczas wzdłuż dróg prowadzących do świątyń jeden przy drugim.

Gromko śpiewali pieśni religijne. Grali też na instrumentach. Zawsze były one strunowe. Przeważały gęśle, liry korbowe czy bandury. Powszechnie uważano, że śpiew psalmów przy wtórze tych instrumentów, które mają boskie pochodzenie, może przynieść człowiekowi ulgę i sprawić, że „zły duch odstąpi”.

„Lira istnieje od bardzo dawna. Przybyła od króla Dawida. Podarowana jest niewidomym… Gęśle czy lira to jedno i to samo (…). Król Dawid przeznaczył tę muzykę dziadom” — tłumaczył jeden z prostych wędrownych lirników.

Wielu dziadów było niewidomych. Zatrudniali wtedy pomocników. Ich zwłaszcza uważano za „sługi Boga”, które mają za zadanie przypominać ludziom o cnocie, piętnować grzechy i opowiadać o zbawieniu dusz. Uważano, że zabiegi i śpiewy wędrownych ślepców mają magiczną, oczyszczającą moc. Wierzono także, że ten, kto nie pomoże takiemu dziadowi, sam może oślepnąć. Czasami zresztą wiedza tych ludzi mogła, zwłaszcza wśród chłopów, budzić wielki szacunek. Jej przekazywaniu służył m.in. dziadowski tajny język, którym tylko przedstawiciele tej profesji potrafili się posługiwać.

Niektórzy historycy twierdzą, że dziadowie wędrowni stworzyli własną hierarchię, a nawet obierali swoich królów. Takie organizacje żebracze powstawały w wielu krajach. Czy to prawda? Trudno dociec. Bez wątpienia mieli jednak własne tajemne znaki, które umieszczali na ścianach kaplic i kościołów, na płotach, drzewach, krzyżach przydrożnych i w różnych miejscach na ich szlakach. Miały one charakter informacyjny oraz ostrzegały przed niebezpieczeństwami. Było ich wiele.

W tajnej dziadowskiej symbolice np. dwa kółka (jedno narysowane w drugim) oznaczały, że w pobliskim domu mieszkają ludzie szczodrzy, dobrze usposobieni do żebraków. Krzyżyk oznaczał „dom mniej hojny”, zakreskowany trójkąt — iż w danym miejscu można przenocować, a trójkąt pusty informował, że mieszkańcy często, ale nie zawsze, odmawiają wsparcia; czasami ten znak oznaczał także złego psa. Narysowana lub wyryta strzałka wskazywała kierunek wędrówki, a prostokąt z kropką w środku informował, że poproszony o jałmużnę mieszkaniec domu woła natychmiast policjanta.

Z rysunku klucza w prostokącie można było wywnioskować, że dom nie jest na noc zamykany, a krzyżyk w kółku nawoływał do zemsty. Kwadrat oznaczał natomiast bogacza.

„Smutek Matki Boskiej pod krzyżem” (tekst pieśni dziadowskiej)
Ej, krzyżu święty, krzyżowany. / Król nad królami jest wybrany, / Żydowie się weselili. / Iż Jezusa ucapili. / Ułapili na krzyż wzięli. / Jego świętą krew przelali. / Jego matuchna pod krzyżem stała. / Swego syna żałowała. / Ej, Synu, Synu cierpisz męki. / A bez winy. / Cierpisz męki za grześników. / Ciecze Twoja krew ranami. / Oczy płaczą i łzy ciekną, / wszystkie dusze z piekła lecą. / Jeno jedna nie leciała, / bo ojca matkę bijała. / Ej, nie bijała, nie bijała. / Jeno sobie pomyślała. / Małym palcem pogroziła.


Redakcja serwisu ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczonych reklam, ogłoszeń i komentarzy. Zdjęcia i artykuły stanowią własność autora i są chronione prawem autorskim. Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania i skracania nadesłanych tekstów.
Copyright © ezamosc.pl