Reklama

Karaluchy jak małe koty i szarańcza w spodniach. "Uroki" pracy na misjach

foto: prywatne archiwum dr Renaty Popik foto: prywatne archiwum dr Renaty Popik

Dr Renata Popik pochodzi z Zamościa. Po maturze wyjechała na Śląsk. Mieszka w Katowicach, jest chirurgiem w szpitalach w Rudzie Śląskiej i Mikołowie. Na misje wyjeżdżała już pięć razy. Przybliżyła nam jak wygląda jej praca w Afryce.

Jak zaczęły się wyjazdy do Afryki?

- A to już chyba przypadek. W 2013 zdałam egzamin specjalizacyjny i układałam z koleżanką grafik dyżurów. W ramach przerwy oczywiście facebook i zobaczyłam ogłoszenie Polskiej Misji Medycznej, że szukają między innymi chirurga ogólnego. No to się zgłosiłam i tak już zostało.

Od tamtego czasu ile było misji do Afryki?

- Trzy do Ugandy - i te były z Polską Misją Medyczną, której jestem członkiem i z którą najczęściej wyjeżdżam, po jednym do Tanzanii i Kamerunu. Wszystkie były na swój sposób trudne. Pierwszy - bo był pierwszy, drugi - bo trzeba było operować dzieci - a ja jestem chirurgiem ogólnym, trzeci - bo byłam sama a czwarty - bo warunki ogromnie ciężkie ale praca wśród Pigmejów też była fajnym doświadczeniem. Piąty - bo trzeba było sobie przypomnieć na szybko stany nagłe w ginekologii i położnictwie.

Proszę powiedzieć, jak wyglądała podróż?

- Najczęściej bez problemu. Choć zdarzały się opóźnienia, zaginięcia bagażu - już na lotnisku - ale po paru dniach wszystko się odnajdywało, choć np. w Kamerunie już na czekanie na nasz bagaż ze sprzętem straciliśmy ze 3 dni. A podróż do miejsca, w którym miałam pracować trwała - jeśli szło dobrze - 2 doby. To miejsca ogromnie odległe od "cywilizacji", dzikie. Jak się wyjdzie nad rzekę to można już być jedną nogą w Kongo a drugą w RCA, bo nikt nie wie gdzie jest granica.

Jakie wygląda afrykański szpital?

- Nie ma stałych dostaw prądu. Jest generator, który działa jak chce. Bywa, że nie ma wody i podobnie wyglądały wszystkie szpitale w jakich pracowałam w Afryce. Ale jakoś trzeba sobie radzić. Wodę można wziąć do wiaderka, czy konewki, korzystać ze światła dziennego albo próbować naprawić generator. Problem jest z urządzeniami. Np. ssaka albo nie ma, albo jest taki z "nożnym" napędem. W Ugandzie np. z prądem był nieco mniejszy problem, był tlen w butli i ten wspomniany ssak, a w Kamerunie już nie - operuje się pacjenta bez tlenu, na własnym oddechu i korzystając ze wszelkich sposobów na znieczulenie miejscowe, ale nikt z bólu nie krzyczał i ze stołu nie uciekał. W Ugandzie był "komfort", były też gazy znieczulające ale niekoniecznie takie jakich używa się w Europie, a w kącie można było znaleźć przykurzoną butelkę eteru i w razie czego też jej użyć, więc wiedza z podstaw anestezjologii też bywa przydatna, chociaż ja tylko jeden raz wyjeżdżałam bez anestezjologa.

Mówiła Pani, że leczenie Pigmejów było ciekawym doświadczeniem, dlaczego?

-Bo to ludzie, którzy jeszcze starają się żyć tak jak im tradycja kazała. W lesie, w domkach z liści bananów z daleka od wynalazków cywilizacji. To ludzie lasu. Jak się wchodziło w busz i ich spotykało, to widok był jak na kartach National Geographic.

Duże pacjentów korzystało z leczenia?

- Leczyli się chętnie, chociaż niektórzy mimo konieczności, nie przyszli bo im czarownik zabronił. Generalnie na każdym wyjeździe przychodzą tłumy ludzi. Tam cała opieka zdrowotna jest płatna, przychodzi się do szpitala z własną pościelą, jedzeniem, mydłem itp. Lekarzy jest mało. Np w Ugandzie, w 2014 roku na społeczeństwo jak polskie było 12 dentystów, żadnego kardiochirurga, żadnego transplantologa.

Najczęściej z jakimi schorzeniami musiała się Pani zmierzyć?

- Z typowo chirurgicznych, to np monstrualnie wielkie przepukliny i u dorosłych i u dzieci. Przekrój tych chorób, to może trochę jak w Polsce, trochę wad wrodzonych, ostre stany. Ale już np ich choroby niechirurgiczne, które dla nich są powszednie np malaria, to dla nas jeszcze choroba tropikalna, egzotyczna.

Jak pacjenci okazywali swoją wdzięczność?

- Np w Kamerunie już na powitanie dostałam nieprawdopodobnie wielkie i piękne bukiety z tropikalnych kwiatów. W Ugandzie stado kur, skrzynki bananów, mango i jajek. Opór przed prezentami zawsze jakiś jest a Ci ludzie naprawdę nie maja wiele i jak się broniłam przed kolejną kurą to mi pielęgniarka z lokalnego szpitala mówi - bierz oni są bogaci. Pytam co to znaczy a ona, bogaci bo maja 5 albo 6 kur. Do tego jeszcze tam jest taki zwyczaj, że jak dziękują to dzieci i kobiety klękają przed tą osobą której dziękują, ale mężczyźni już nie. Ale generalnie każdy dziękował. Przychodzili się leczyć pacjenci najróżniejszych wyznań, z różnych plemion, narodowości, także uchodźcy z Sudanu czy z Rwandy i nikt nie miał problemu, że "baba chirurg", jak to mam notorycznie w Polsce.

Były trudne momenty, kiedy mówiła Pani sama do siebie "co ja tu robię"?

- To chyba nie, w końcu ileś razy tam wracałam. Trudne są warunki, braki leków, sprzętu. Świadomość, że jeszcze po wyjeździe z misji ciągle ktoś przychodzi i pyta czy jeszcze można się leczyć. Tam jest też inne poczucie czasu, i nie wiem ... przeznaczenia... Ktoś umarł ... trudno widocznie tak miało być i to mi czasem tam przeszkadza.

Czy spotkały Panią jakieś nieprzyjemne sytuacje?

- Do dziś mi się słabo robi jak sobie przypomnę. Ja się panicznie boję, brzydzę robaków a tam np są karaluchy wielkości małego kota, jak idzie to szeleści prawie. Kiedyś, już pod koniec wyjazdu wylęgła się szarańcza. W wiosce szał, bo to się łapie i je, taka szarańcza frytkowa. A trzeba wiedzieć, że ubrania te chirurgiczne, w których się operuje, suszą się normalnie na sznurku na dworze a nie jak u nas gotowanie itd. Kończyłam ostatnią przewidzianą na ten wyjazd operację, pozszywałam co trzeba, nakleiłam opatrunek i poszłam do toalety. Ściągam spodnie a tam w nogawce siedzi wielka, zielona, obrzydliwa szarańcza. W życiu się tak szybko nie rozbierałam. Jaszczurki w pokoju to norma, ale te muszą być bo przynajmniej zeżrą robaki. Okien czy drzwi lepiej nie otwierać, nie wiadomo co tam może wpełznąć. Węże są jadowite, więc trzeba się rozglądać i głośno tupać, nie sięgać wysoko po konary czy banany i nie nosić latarki czołówki na czole, bo są tam kobry, które reagują na to światełko na czole, 'wstają' i rozdrażnione plują jadem na wysokość światełka, więc w oko można dostać.

Co można robić w czasie wolnym?

- Czas wolny to pojęcie względne. Operuje się długo, trzeba wziąć pod uwagę, że to inny klimat, inne jedzenie, temperatura, wilgotność, etc i trzeba dbać o siebie bo się można "zarżnąć". W Ugandzie za każdym pobytem udało nam się tak ułożyć plan, że były po 2 dni wolnego pod rząd, więc obowiązkowo wyjazd do źródeł Nilu i oglądanie zwierząt. Czasem zakupy, zawsze kupuję kawę i herbatę, czasem jakieś przyprawy albo kolorowe materiały w fenomenalne afrykańskie wzory.

Będzie kolejna podróż?

- Miał być pod koniec maja ale trochę ją trzeba przesunąć. Jak już będzie potwierdzone to się pakuję do Birmy.

3 komentarzy

  • Jadwiga
    Jadwiga czwartek, 22 luty 2018 16:41 Link do komentarza

    Wielkie uznanie i gratulacje !!!Piekny wzor mlodej dr jako ,,postawa wychowawcza dla pokolen.,,Takie serce, oddanie, poswiecenie ,madrosc , wszech -medyczna wiedza . Ile trzeba miec siły , zapału opanowania takich ciezkich sytuacji !!!Bardzo podziwiam i chyle czoła przed wspanialym dr . Wyjatkowo sledze Pani dokonania , jako zamoscianki, corki kolezanki Grazynki z Liceum!!!Zyczę dużo zdrowia , siły , samych sukcesow zawodowych i rodzinnych. Grtauluje rodzicom, szczegolnie mamusi , bo znam osobiscie!Jestem dumna ze w slaskich szpitalach pracuje taka wzorowa zamojska osobowsc ( od 1976 tez mieszkam na Slasku i z wielkim sentymentem wracam na zamojszczyzne !!!

  • Ewa
    Ewa piątek, 23 luty 2018 08:52 Link do komentarza

    Wielki szacunek!

  • rtom

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us