Reklama

Chodzi o opowieść. Rozmowa z Bogdanem Nowakiem autorem „Państwa Zamojskiego”

Fot. Bożena Gwiazdowska-Nowak Fot. Bożena Gwiazdowska-Nowak
Publikujemy rozmowę z Bogdanem Nowakiem, autorem książki "Państwo Zamojskie". Ostatnio ukazało się jej trzecie wydanie.

Skąd wziął się pomysł na napisanie Państwa Zamojskiego?

Pewna moja znajoma dziwiła się kiedyś o co nam, zamościanom z tym Zamościem chodzi? Mówiła: „zachwycacie się tutaj każdym zaułkiem, detalem, zakamarkiem, nawet jakimś dziwnym krawężnikiem. Tymczasem np. w Lublinie, Krakowie czy wielu innych miastach jest podobnych zabytków pełno i nikt nie robi z tego afery”. Co można na to odpowiedzieć? Nie ma przecież piękniejszego miasta niż Zamość. W każdym razie jest to chyba oczywiste dla każdego zamościanina. No, ale rzeczywiście jesteśmy trochę zwariowani na punkcie tego miasta. Mamy piękne mury, widowiskowe fortyfikacje, park. Świetna jest także historia staropolskiego Zamościa. Trzeba jednak o tym wszystkim odpowiednio opowiedzieć, propagować. Na różne sposoby. Temu ma służyć moje „Państwo Zamojskie”. Chodzi o opowieść.

Czym się inspirowałeś? Jak długo powstawała książka?

Korzystałem z wielu źródeł i opracowań, m.in. zapisków Bazylego Rudomicza, staropolskiego kronikarza Zamościa, medyka i rektora Akademii Zamojskiej, które zostały wydane w 2002 r. przez UMCS w Lublinie: w znakomitym przekładzie z łaciny Władysława Frocha. Istnieje też wiele innych, ważnych źródeł i opracowań. To zapiski Zachariasza Arakiełowicza, Stanisława Jana Niewieskiego prace o. Jacka Majewskiego, Stanisława Roszyńskiego, ale także oczywiście Oskara Kolberga, Adama Andrzeja Witusika, Jerzego Kowalczyka, Krzysia Czubary. Wyliczać można długo. Książka właściwie powstawała od 2013 r. Różne teksty, zwykle w zmienionej formie, pojawiały się na łamach „Kroniki Tygodnia” oraz „Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego”. One oraz inne pomysły złożyły się w pewną, mam nadzieję jednolitą całość.

Co znajdziemy w środku? Kogo publikacja zainteresuje najbardziej - miłośników Zamościa, historii?

„Państwo Zamojskie” opowiada o dziejach mojego rodzinnego miasta oraz Ordynacji Zamojskiej. Książka ma charakter popularno-naukowy, a czasami reporterski. Czytelnik znajdzie tam opowieści o duchach, zjawach, czarownicach, których podobno w staropolskim Zamościu i jego okolicach nigdy nie brakowało, pożarach, epidemiach, bitwach, zwyczajach pogrzebowych, dawnej medycynie, kołtunie, który uważano za wyniszczającą chorobę i wielu innych, ważnych i mniej ważnych sprawach. Są tam także m.in. cytaty ze starych ksiąg oraz liczne odniesienia do współczesności. Dotychczas książkę chętnie kupowali mieszkańcy Zamościa, ale też turyści.

Książka cieszy się dużym zainteresowaniem, to już trzecie wydanie, każde kolejne jest poprawiane, uzupełnianie – o co?

Pierwsze wydanie „Państwa Zamojskiego” pojawiło się w 2016 r. Potem, na prośbę Krzysztofa Bieleckiego, zamojskiego księgarza powstało wydanie drugie, rozszerzone. W sumie książka tylko w Zamościu, bez właściwie żadnego wsparcia, sprzedała się dotychczas w nakładzie ok. 400 egzemplarzy. Uważam, że to bardzo dużo. Ona jednak cały czas ewoluuje, zmienia się. Bo pojawiają się kolejne pomysły, historie, jakieś odkrycia. Nowe wydanie umożliwiają zmiany i poprawki.

Gdzie można kupić Państwo Zamojskie?

Wydarzyło się coś ważnego. Piotr Bartnik, dyrektor Książnicy Zamojskiej zaproponował mi wydanie „Państwa Zamojskiego” w nowej, bibliofilskiej szacie. Książka miałaby teraz mieć – jak mówił - rozmiar albumowy i nawiązywać do dawnych publikacji Akademii Zamojskiej. Zaproponował abyśmy zrezygnowali ze zdjęć. W zamian miała się pojawić bordiura, inicjały oraz m.in. rysunki wykonane przez Małgorzatę Wiśniewską, moją siostrę. Takiej propozycji nie można było odmówić. Prace ruszyły. Korektę wykonała Ania Rudy, a skład i opracowanie graficzne - Leszek Wygachiewicz. To niezwykle uzdolnieni, sympatyczni ludzie. Książka właśnie ukazała się ponownie, w nakładzie 500 egzemplarzy. Stało się to dzięki wsparciu finansowemu Stalprodukt-Zamość sp. z o.o. Można ją kupić w Książnicy Zamojskiej.

Wspominałeś, że sporo osób - w mniejszym lub większym stopniu - przyczyniło się do powstania książki. Chciałbyś komuś szczególnie podziękować?

Warto zwrócić uwagę na zaangażowanie ludzi pracujących w Książnicy Zamojskiej. Są jak pracowite mróweczki. Działają jakby w tle, pomagają, wspierają. Organizują także coraz więcej własnych wydarzeń, które stają się ważną „tkanką” w kulturalnym życiu miasta. Taki był np. zorganizowany niedawno festiwal „Fantastyczny Zamość”, którego jednym z gości był znany pisarz Andrzej Pilipiuk czy jubileusz zorganizowany w ramach 88 urodzin Stanisława Orłowskiego, zasłużonego fotografa Zamościa. Otwarto wówczas wystawę jego zdjęć, pięknie wydano książkę z ich reprodukcjami i ciekawym wywiadem-rzeką. Trudno to przecenić. 25 listopada w Książnicy Zamojskiej odbędzie się spotkanie z Jarosławem Pałką, pochodzącym z Zamościa historykiem wojskowości. Autor, który jest moim przyjacielem, będzie promować swoją najnowszą książkę pt. „Polskie wojska operacyjne w Układzie Warszawskim”. Inne odczyty, prelekcje, spotkania, festiwale trudno wręcz zliczyć. Co dla mnie szczególnie ważne, świetna i coraz bardziej widoczna jest także działalność wydawnicza Książnicy Zamojskiej. Korzystają na tym zamojscy autorzy. Mogę to powiedzieć na własnym przykładzie. W 2020 r. ta instytucja wydała np. mój tomik wierszy pt. „Wiosna w reżimie sanitarnym”, a rok później książkę pt. „Zamość. Ulice i place”. Napisałem ją wspólnie z Jakubem Żygawskim, dzięki finansowemu wsparciu Archiwum Państwowego w Zamościu. Publikacja została dobrze przyjęta przez czytelników. Otrzymała również tytuł „Książka roku” przyznany przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Lublinie, także za szatę graficzną i staranne, pomysłowe wydanie. Niezwykle ciekawą publikacją jest wydana jakiś czas temu przez KZ książka Marleny Jarosz pt. „Starsza pani spod piątki”, czy m.in. książka pt. „Straż Pożarna w Zamościu. 140 lat historii”. Trudno taką działalność przecenić. Za nią pracownikom KZ dziękuję.

Czy łatwo jest pojawić się na rynku wydawniczym?

Bywa różnie. Moją pierwszą książką był „Wizjoner na strychu”. Wydałem ją dzięki wsparciu finansowemu UM w Zamościu w wydawnictwie Ridero. Tam można książkę samemu zaprojektować, przygotować, zamówić druk. Kłopot w tym, że należy zadbać także o dystrybucję. Książka trafiła jednak do zamojskich księgarni i czytelnicy ją zauważyli, nabyli. To mnie zachęciło do dalszej pracy.

Z czym miałeś największy problem przy wydaniu pierwszej książki?

Kłopotem był pierwszy krok. Decyzja, że książkę napiszę, a potem będę miał siłę, aby odpierać krytykę.

Na co dzień pracujesz jako dziennikarz, jak traktujesz pisanie książek? To hobby, czy sposób na dodatkowe dochody?

Obecnie jestem dziennikarzem „Kuriera Lubelskiego”. Mam ten przywilej, że mogę przedstawiać nasze sprawy oraz m.in. zamojską historię szerszemu gronu czytelników. A wydawanie książek to oczywiście hobby, ale także jakiś wewnętrzny obowiązek, wręcz przymus. Uważam, że mojemu miastu i całej Zamojszczyźnie jestem po prostu coś winny. Zdarzają się także oczywiście dodatkowe dochody. Ale są one niewspółmierne do ilości wykonanej pracy.

Czy masz jakieś plany, pomysły na kolejne publikacje? Jakie?

Kilka dni temu spotkałem się z dyrektorami: Jakubem Żygawskim i Piotrem Bartnikiem. Omawialiśmy pomysł napisania książki na temat rozwoju urbanistycznego Zamościa w czasach PRL. I dogadaliśmy się w tej sprawie! Jakub Żygawski zajmie się opisem owego fascynującego rozwoju, zbierze mapy, plany, archiwalne fotografie itd. Będziemy też gromadzić relacje mieszkańców o tym czasie. I to już będzie moja rola. Ponadto z Tomkiem Tomczewskim, dziennikarzem, nauczycielem i autorem „Powiadań” przygotowujemy coś… czego sami jeszcze nie umiemy nazwać. Będzie to tomik poezji, połączony ze zbiorem opowiadań. A może tylko tomik poezji. Zobaczymy. Patrzymy z Tomkiem na świat w podobny sposób, zatem ta wspólna praca jest naprawdę dla mnie ogromną przyjemnością i wyróżnieniem.

Rozmawiał: Szymon Łyciuk

2 komentarzy

  • szkoda
    szkoda niedziela, 13 listopad 2022 13:46 Link do komentarza

    faktycznie zrezygnowaliscie ze zdjec? troche szkoda :( zawsze mozna bylo zobaczyc cos o czym jest mowa w tekscie, tym bardziej ze ktos np nie ma mozliwosci czegos zobaczyc, jak czytam np: Danikena to kupuje tylko te ze zdjeciami, lubie zobaczyc o czym pisze a nie potem szukac w internecie czy gdzies indziej, nie lubie encyklopedii gdzie nie ma zdjec przy opisach haseł w niej zawartych

  • Les
    Les środa, 16 listopad 2022 10:15 Link do komentarza

    Zamysłem było, żeby zrobić książkę podobną do tych sprzed 400 lat - zdjęcia tutaj nie pasowały (bo ich w tych dawnych książkach nie było).
    Ale za to są:
    - oprawa imitująca skórę - tak fakturą jak i grafiką
    - złocenia (imitujące tłoczone ryciny)
    - papier (w poddruku stary, czerpany papier)
    - paginy - na dole strony zamiast numeru jest pierwszy wyraz z następnej strony
    - bordiura
    - inicjały (z uwagi na brakujące literki zostały narysowane (na wzór istniejących) nowe
    - litery a, e (i oczywiście ą i ę) w lidach (wstępach rozdziałów) zostały zrobione na wzór ze starodruków Akademii Zamojskiej

    Proszę ocenić samemu: https://biblioteka.zamosc.pl/najnowsze-wydawnictwo-ksiaznicy-zamojskiej/

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us