Reklama
Reklama

Magia pożółkłej fotografii. Opowieść z czasów I wojny światowej

foto: ze zbiorów autora foto: ze zbiorów autora

Do jednego z rosyjskich fotografów przyszła młoda kobieta w kapeluszu ozdobionym kwiatami. Pięknie wyglądają pod nim jej mocno zarysowane brwi, ciemne oczy i wymykające się kosmykami, trochę niesforne włosy. Tego dnia włożyła na siebie swój najlepszy ubiór. Na takie okazje trzyma go w pachnącej lawendą szafie (suszone zioła odstraszają mole).

Nie jest to może zbyt wyszukana kreacja, ale mężowi się spodoba. To skromna, jasna bluzka z okrągłym kołnierzykiem i delikatnym wzorem przypominającym czterolistną koniczynę. Wcisnęła ją w długą sukienkę. Nie lubi jej, bo jest zbyt sztywna i kiepsko się układa na ciele. Ale nie ma lepszej...

„Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”

Jest wrzesień 1914 roku. Armie ścierają się już na wielu frontach I wojny światowej (a w każdej z nich służą tysiące Polaków!). Na tyłach ludzie są jednak pełni niepokoju o swoich bliskich. Chcą im to przekazać, podtrzymać walczących na duchu. Jak? Najlepsze są słane pocztą listy i fotografie.

W tej chyba coś jednak wyszło nie tak. Fotograf z jakiegoś powodu poprosił kobietę w kapeluszu, żeby ręce założyła do tyłu (być może nie podobały mu się jej spracowane dłonie). Zrobiła jak kazał. Jednak ten uwieczniony na zdjęciu „napoleoński gest” nie wyszedł chyba najlepiej. Bo jak się potem okazało: zaburzył trochę „symetrię postaci” oraz harmonię całej kompozycji. Na ciemnym tle, jakie było wówczas w atelier, jest to szczególnie widoczne.

Kobieta odebrała zdjęcie od fotografa po kilku dniach. Włożyła je do koperty wraz z listem, a potem wysłała do męża na zachód. Służył on w jednej z frontowych jednostek w tzw. przywiślańskim kraju. Tak nazywano w Rosji Królestwo Polskie (po zniesieniu w 1867 r. jego i tak już bardzo ograniczonej autonomii). Utworzono wówczas dziesięć guberni, które zostały bezpośrednio włączone do przeogromnego cesarstwa rosyjskiego.

Polacy byli tym wstrząśnięci, rozgoryczeni. Rosjanie nie rozumieli jednak ich postawy. W państwie carów funkcjonowało nawet przysłowie, które to „rosyjskie podejście” wyjaśniało. Brzmiało ono tak: „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. – Kola. U nas dobrze – napisała w swoim liście sfotografowana kobieta. – Tylko Borys ma suchy kaszel. Boimy się, że to znowu koklusz. No i twoja matka ciągle płacze. Ale to już wiesz... tak jest z nią zawsze. To matka, a wszystkie matki mają serce na dłoni. Zwłaszcza u nas, w Rosji. Mówią, że wojna skończy się na święta. Marzę o tym, że usiądziemy wówczas wszyscy razem, przy stole. Oby tak się stało. Niech cię Bóg błogosławi i dalej. Pisz co o ciebie. Twoja Maria”.

Kola i jego niedola
Niemal każde stare zdjęcie pobudza wyobraźnię. Bo pokazuje świat, który przeminął. Fotografię z kobietą w kapeluszu kupiłem jakiś czas temu na zamojskiej giełdzie kolekcjonerskiej. Nic o niej nie wiadomo. Ktoś jedynie na jej rewersie skreślił odręcznie datę „wrzesień 1914”. Reszta to domysły, fantazja...

Dlaczego o tym piszę? Urzekła mnie nietypowość tego zdjęcia. Wśród wielu sztywnych, upozowanych w każdym detalu, postaci na starych fotografiach – które można zobaczyć na rozstawionych podczas giełdy kolekcjonerskiej stołach – to zdjęcie wyróżniało się swoją... zwykłością i ciepłem. Długo zastanawiałem się w jakich okolicznościach mogło powstać i jakimi drogami trafiło na Zamojszczyznę (w 1914 r. przewalał się tutaj front austriacko-rosyjski). Tak powstała opowiastka o żołnierzu Koli, jego żonie Marii i jej liście...

Czy rzeczywiście taka osobista wiadomość, wraz z fotografią kobiety, mogła być wysłana na front? Na pewno tak (podobnych opowieści i relacji jest w źródłach wiele). Dalszy scenariusz takich historii bywał jednak tragiczny. Ów Kola – jak wielu innych żołnierzy – mógł przecież zginąć na froncie. Tysiące ciał takich zwykłych wojaków: rosyjskich, niemieckich i austro-węgierskich usiały miejsca zaciętych walk, które toczono na froncie wschodnim w 1914 r., ale także 1915 r. Z różnych przekazów wiemy, że chłopi układali je potem – czasami warstwami – do wspólnych mogił (takie wojskowe cmentarze istnieją w wielu zamojskich gminach). Ktoś mógł wówczas zabrać z munduru lub plecaka poległego żołnierza zdjęcie owej rosyjskiej kobiety. A potem trafiło ono krętymi i nieznanymi drogami do zamojskich miłośników staroci...

Mogło być jednak inaczej. Bo lepiej jest przecież wierzyć, że ów Kola np. zgubił na Zamojszczyźnie zdjęcie swojej żony, ale przecież powrócił z wojennej tułaczki do domu, spędził święta z bliskimi, a potem, już z rodzinnej wsi patrzył jak... walą się w gruzy potężne mocarstwa.

Lepiej jest przecież wierzyć, iż sfotografowana kobieta miała szczęśliwe życie.

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us