Reklama
Reklama

Żywioł i bezsilność człowieka

foto: ze zbiorów Bogdana Nowaka foto: ze zbiorów Bogdana Nowaka

„Dziecino Kochana. Posądzisz mnie zapewne, że z powodu wczoraj podanych okoliczności dziś do Chrzanowa nie przybyłem. Tak jednakowoż nie jest. Dzień poniedziałkowy cały przepędzam w obrębie mego domu, nigdzie na krok z niego nie wychodząc z zupełnie innych przyczyn słowa danego w czym wprowadzić nie mogłem”. Dlaczego tak się stało? Powody mogły być bardzo poważne.

Ostatnio trafiły do mnie trzy stare pocztówki. Nie ma na nich żadnych dat, ale można się domyśleć, iż zostały wysłane do adresatki jeszcze przed pierwszą wojną światowa lub w czasie gdy jeszcze trwała. Świadczą o tym naklejone na tych kartach pocztowych biało-zielone znaczki pocztowe z podobizną Franciszka Józefa I, miłościwie wówczas panującego na części polskich ziem – cesarza Austrii (był nim od 2 grudnia 1848 r., aż do 21 listopada 1916 r.!). Na dwóch pocztówkach znaczki są przecięte. Co ciekawe, można je złożyć w taki sposób, iż będą do siebie pasowały (widać to na zdjęciu obok: nie umiem powiedzieć jak ten fakt zinterpretować).

Popioły, zgliszcza, ruiny
Wiadomo, że owe kartki pocztowe zostały wysłane przez mężczyznę o imieniu Felek do Wielmożnej Pani Kazi Kurkównej. Mieszkała ona we dworze w Chrzanowie. Mężczyzna tłumaczy się w nich, iż do niej nie przyjechał, chociaż to obiecał. Przyczyną było zasłabnięcie jego ojca. Na kolejnej karcie ów Felek opisał natomiast skutki jakiegoś pożaru, który miał okazję oglądać. Jak to wyglądało? Tekst jest na początku jakby urwany. Felek pisze tam o „niszczących płomieniach ognia”. Potem notuje: „Robiąc spostrzeżenia, zauważyć tu można było potęgę żywiołu i bezsilności człowieka wobec niego. Mimo wytężonej akcyi ratunkowej straży pożarnej, zabudowań gospodarskich pozostały tylko popioły, zgliszcza i ruiny, a gromada ludzi pozostała bez dachu nad głową i kawałka chleba”.

A niżej dodał: „Takie nowości i wrażenia miałem dnia dzisiejszego. Serdeczne pozdrowienia dołącza kochanej (tutaj nieczytelne) Felek”.

Czy zasłabnięcie ojca człowieka piszącego te słowa i niedotrzymanie obietnicy dotyczącej planowanej wizyty można łączyć z opisywanym pożarem? Trudno powiedzieć. Nie wiadomo także zgliszcz jakiej wsi (lub dworu) te zapiski dotyczyły. Na pewno takie opisy nie były jednak kiedyś odosobnione. W XIX w. i na początku XX w. znaczna większość chłopskich zabudowań pokryta była strzechą. W chatach stawiano kominy, ale rzadko budowano je z kamienia lub cegły. Były to wówczas materiały za drogie i mało dla włościan dostępne (pisałem o tym szerzej w wydanym niedawno albumie „Skarb znaleziony na strychu”). Kłopotem była też m.in. nafta stosowana do ówczesnych lamp.

Śmierć w płomieniach
Wystarczyła chwila nieuwagi (lampy nagrzewały się, łatwo je było także strącić czy upuścić) i w płomieniach ginęli nie tylko włościanie. Świadczą o tym m.in. stare epitafia. „Tu spoczywają w spokoju cztery nieszczęśliwe ofiary pod jedną mogiłą, pod opieką swej nieocenionej, niezrównanej matki Albiny z Gwozdeckich Ziętkiewiczowej, Kamila z Ziętkiewiczów Pawłowska, Melania i Olga Ziętkiewiczówny, które kochając się nad życie za życia, razem wszystkie w płomieniach z nafty wszczętych na dniu 28 stycznia 1864 r., w kwiecie wieku, ratując się wzajem wyższemi wyrokami Nieba, razem do lepszego powołane zostały życia. Nieutulony w żalu mąż i ojciec Ludwik, zięć Kazimierz i syn Alfred tę wieczną położyli pamiątkę" – czytamy na żeliwnej tablicy umieszczonej w starej, greckokatolickiej cerkwi w miejscowości Liski (gmina Dołhobyczów).

Trudno nie przejąć się losem tych ludzi. Czy jednak gdyby nie stare epitafium, ktoś o tej tragedii w gminie Dołhobyczów dzisiaj by pamiętał? To wątpliwe. Bo przecież – jak mówi przysłowie – czas leczy rany. Być może karty pocztowe słane do Kazi Kurkównej także są teraz jedynym świadectwem jakiejś, ludzkiej tragedii z końca XIX lub początku XX w. Także dlatego są wartościowe.

W moich zbiorach jest jeszcze jedna kartka przysłana do Kazi Kurkównej. To „serdeczne pozdrowienia” przysłane przez człowieka, który podpisał się w sposób nieczytelny (czyli kilkoma zawijasami, które potem podkreślił). Nic więcej o nim nie wiadomo. Piękne są jednak wszystkie awersy tych starych pocztówek. Zamieszczono na nich m.in. reprodukcje obrazów Walerego Eljasza Radzikowskiego oraz fragmenty powieści poetyckiej Antoniego Malczewskiego pt. „Maria” (opublikowano ją w 1825 r.).

W jakiś (romantyczny?) sposób uzupełniają one strzępy historii znajomości Felka i Kazi z chrzanowskiego dworu sprzed ponad stu lat.

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us